Przeprowadziłem się
przeprowadzilem-sie

 

Wielka mi rzecz. Tysiące ludzi to robi. Za chlebem, za wodą, a czasem po prostu nad wodę. Mój powód był i jest blondwłosy i długonogi. I zdecydowanie wart przeprowadzki.

Przez całe moje życie mieszkałem w Warszawie. Urodziłem się tam. To moje miasto i bardzo je lubię. Tym bardziej, im bardziej w nim nie mieszkam. Ale stolica zobowiązuje. Trzeba utrzymać standard, żeby ludzie nie gadali i żeby mezaliansu nie było. Wybrałem więc inną stolicę. Starogard Gdański, główne miasto na Kociewiu. Teraz mieszkam w przepięknym regionie pełnym lasów i jezior. Mieszkam też w samochodzie. Głównie na trasie Starogard – Warszawa. Czemu o tym piszę? Bo ta trasa to świetny czas na tak rzadkie w dzisiejszych zapędzonych czasach bycie sam na sam ze sobą. To takie moje ruchome miejsce rozmyślań.

To było gdzieś koło Lipna, niedługo po zjeździe z autostrady. Jechałem na południe pogrążony w niezbyt radosnych myślach. Niby wszystko toczyło się zgodnie z planem. Moim planem. Od ponad pół roku mieszkałem w nowym miejscu i realizowałem się jako ojciec, ojczym, partner i przyjaciel. Przez cudownie głupi pomysł, aby rozpocząć bieganie i morsowanie, wkręciłem się w nowe fajne towarzystwo. Jednym słowem bajka. Ale nie do końca…

Gdzieś wewnątrz, w środku mojego człowieczeństwa, kiełkowała jakaś nieokreślona emocja. Pomieszanie pustki z typową dla blisko 2-metrowego faceta nostalgią. To coś uwierało i nie dawało spokoju. U podstawy leżała tęsknota za kumplami z Warszawy (dla młodszych czytelników: z dzielni). Fakt, nie widywaliśmy się często. W końcu każdy ma swoje życie – żonę, dziecko, telewizor, firanki, a niektórzy jeszcze psa. Byliśmy jednak w zasięgu jednego telefonu i kilku chwil od siebie. Teraz dzieliło mnie od nich ponad 300 km, czyli jakieś 3 i pół godziny szybkiej i niezbyt przepisowej jazdy. Sporo.

Oczywiście każdy kij ma dwa końce, a medal dwie strony. Jak wspomniałem, w nowym miejscu pojawiła się grupa świetnych ludzi. Dzięki nim odrodziły się moje zapędy do roweru, pojawił się bakcyl biegania. Byli też inni. Cały przegląd, od harcerstwa przez wspinaczkę po kuglarstwo. Inspirująca banda. Ale tak między nami mówiąc, coś z nimi było nie tak… Wszyscy oni byli jacyś inni. Nie moi. Coś robili inaczej, czegoś nie robili wcale, a pewne rzeczy robili zupełnie niepotrzebnie. Dziwacy. Im bardziej oni byli dziwni, tym bardziej mnie uwierało i wierciło.

I tak właśnie koło Lipna, zwalniając przy Lidlu, gdzie zazwyczaj czai się życzliwy patrol, doznałem olśnienia. Może to efekt przeciążenia przy hamowaniu zderzył odpowiednie komórki w mojej głowie, a może coś innego. Dość powiedzieć, że zrozumiałem gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Tu warto wspomnieć, że z zawodu jestem trenerem i na co dzień wspieram proces zmiany… u innych. Jak powszechnie wiadomo, szewc bez butów chodzi. To właśnie było moje olśnienie.

Najprostszy i zarazem najtrafniejszy moim zdaniem model opisujący proces zmiany mówi o czterech jej etapach: zaprzeczaniu, oporze, eksperymentowaniu i zaangażowaniu. O zaprzeczaniu trudno było mówić, bowiem moja przeprowadzka już się dokonała. Opór? W pierwszej chwili odrzuciłem tę opcję argumentując sam sobie, że „Ja w oporze? Też mi coś!”. Jak zatem było z moim eksperymentowaniem? No właśnie nijak. Nie zrobiłem absolutnie nic, aby wejść w nowe towarzystwo i poznać reguły jakie nim rządzą. Owszem – byłem, słuchałem, uśmiechałem się i czasem żartowałem. A w głowie bezustannie porównywałem wszystko co nowe do tego, co było tam, ponad 300 km na południe. Jakby tego było mało, to jeszcze oceniałem i wartościowałem, koncentrując się na tym wszystkim, czego mi brakowało i czego z różnych względów nie było w nowym miejscu i otoczeniu. Czyli jednak opór i to przez duże O.

Skoro jestem przy O, to wspomniane olśnienie polegało na nazwaniu sobie samemu tego gdzie jestem i podjęciu decyzji gdzie chcę być. Zachowań ludzi wokół siebie nie zmienię, nie mam takiej mocy. Ode mnie tylko zależy, czy wszystko będę porównywał w myśl znanej z rodzinnych spotkań zasady „za moich czasów było lepiej”, czy obudzę w sobie ciekawość i autentyczną radość z uczenia się nowych strategii, spojrzeń na świat i pomysłów.

Tyle o mnie. Ciekawe gdzie Ty jesteś w swojej gotowości do zmian? W co wkładasz swoją energię? W zaprzeczanie zmianie, opór przed jej konsekwencjami, czy może już w eksperymentowanie, czyli szukanie najlepszego dla siebie sposobu na… choćby na siebie samego?

Tagi

uważność zmiany rozwój osobisty emocje samoświadomość

Opublikowano: 2014-06-18

Zobacz inne artykuły w kategorii Dom »

Podziel się na Facebooku

 

Przeczytaj również

kiedy-ryba-wspina-sie-na-drzewa-jak-uwolnic-sie-od-prob-stawania-sie-kims-innym-i-byc-soba

Kiedy ryba wspina się na drzewa. Jak uwolnić się od prób stawania się kimś innym i być sobą

Często mamy problem z określeniem siebie, nazwaniem rzeczy po imieniu. Oceniamy nasze mocne strony jako wady, bo z reguły wszystko, co jest w nas silne, powoduje braki w przeciwstawnym obszarze. 

czytaj dalej »

ostrz-pile-inwestycja-ktora-sie-oplaca

Ostrz piłę - inwestycja, która się opłaca!

W realizacji celów pomaga zachowanie równowagi między życiem zawodowym i prywatnym – bo przepracowanie i wieczny brak czasu prowadzą do frustracji, spadku koncentracji i obniżenia efektywności pracy.

czytaj dalej »

zaprzyjaznij-sie-ze-zmiana

Zaprzyjaźnij się ze zmianą

Często w swoim otoczeniu słyszę słowo „zmiana”. Sama z niego bardzo często korzystam. Również z historii znanych mi ludzi wiem, że to słowo ułatwia opis wielu sytuacji, jest pomocne w określaniu różnych kontekstów i aspektów naszego życia.

czytaj dalej »

 


                                                                                                                   

Piszą dla nas

 

 

Zmiany w Życiu. Wszelkie prawa zastrzeżone ® 2014-2015
Publikacje zamieszczone na stronach zmiany w życiu.pl są chronione prawami autorskimi. Dalsze rozpowszechnianie tekstów i zdjęć opublikowanych w Zmiany w życiu.pl w całości lub w części wymaga uprzedniej zgody wydawcy.
Photos Powered by Shutterstock.com
Wykonanie Agencja Kreatywna PONG, projekt graficzny Adrian Rudzik
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.