O tym, jak sztywni usztywniają elastycznych
o-tym-jak-sztywni-usztywniaja-elastycznych

 

Kilka miesięcy temu mój syn namówił mnie na założenie mu serwera Minecraft. Zakładam, że szczęśliwi posiadacze dzieci w wieku komputerowym doskonale wiedzą, co się za tą nazwą kryje. Pozostałym w dwóch zdaniach wyjaśniam: to gra, w której z małych sześcianów można budować praktycznie wszystko. Można też zniszczyć, ale to już inna bajka. Wracam jednak do głównego tematu i mojego Antka. Był skuteczny i wywalczył sobie najprostszą wersję serwera, za który co miesiąc płaciliśmy po połowie. Znaczy takie rodzicielskie po połowie, czyli on dokładał swoją część z kieszonkowego, które dostawał od… zresztą mniejsza o finanse. Serwer ruszył. Jako że apetyt rośnie w miarę jedzenia, szybko okazał się niewystarczający. Pojawiła się potrzeba wykupienia lepszego, takiego na którym można instalować mody (czyli dodatki do gry). Zawarliśmy więc umowę. Brzmiała ona mniej więcej tak:

– Młody, jak przez najbliższe 3 miesiące rozwiniesz swój serwer (na wersji podstawowej), będą tam zaplanowane budowle i będziesz miał graczy, wykupimy droższy pakiet.

– Spoko, ojciec… – i poszedł.

Znaczy chyba zaakceptował?

Minął określony w kontrakcie czas i dumny administrator serwera przyszedł zameldować o wykonaniu zadania. Miasto stało, gracze byli. Mało że byli, już deklarowali jakich to cudów dokonają na nowym, lepszym serwerze. Znaczy nie tylko zaakceptował, ale jeszcze wykonał. No, mój syn. Moja duma i próżność zarazem.

Przystąpiłem zatem do realizacji mojej części umowy. Zadanie nie było trudne. Jedyne co musiałem zrobić, to we wskazanej rubryce wpisać numer swojej karty. A i jeszcze ten krótki kod CVC. Ten, co to dzieci wiedzą gdzie on jest, a my dorośli zapominamy. A służy on zabezpieczeniu przed nieuprawnionym użyciem. Taki paradoks.

W czasie, kiedy banki w jakiś magiczny sposób dogadywały się między sobą, ustając stałe obciążenia na mojej karcie, ja wdałem się z synem w pogawędkę. Szło to mniej więcej tak:

– Młody, ile ty już katujesz tego Minecrafta?

– No, od 2 klasy (znaczy już 4 lata – wyjaśnia autor).

– I nie znudziło się?

– Nie – zwięźle, jak przystało na mistrza jednosylabowych odpowiedzi, wyjaśnił mi syn mój.

– To na czym polega, tak z twojego punktu widzenia, ta cała popularność i ilość grających w Minecrafta? – nie dawałem za wygraną, wierny stylowi komunikacji zawierającemu zdania czasem wielokrotnie złożone.

– Bo są mody (czyli droższy serwer potrzebny) i można robić praktycznie wszystko. Taki Taern (jakaś bliżej mi nie znana gra sieciowa) się szybko nudzi. Przejdziesz przygotowane zadania i nuda. I szukam innej gry – powiedział z błyskiem w oczach Antek.

– Acha – spointowałem naszą pogawędkę, samemu przyjmując okrojony styl wypowiedzi.

I tak mój syn stał się posiadaczem bardziej zaawansowanego serwera. Ja zaś wszedłem w posiadanie refleksji, którą chcę się teraz podzielić.

Dotarło do mnie, że jakoś tak instynktownie mam potrzebę walczyć z tym częstym zmienianiem gier (choć tu akurat Minecraft stanowi wyjątek), dodawaniem modów, stawianiem serwerów, uleganiem chwilowym fascynacjom. W sumie to oczywiste, ja wyrastałem w czasach, kiedy jak dostało się piłkę albo grę (planszową oczywiście), to się ją tuliło, kładło obok poduszki i codziennie zabierało do szkoły jak największy skarb.

Czy tak było gorzej? To zależy. Z jednej strony dobrze jest znać wartość różnych rzeczy i je doceniać. Z drugiej, przywiązując się do wspomnianej piłki – nożnej, co ważne – tak zapamiętale w nią grałem, że nie miałem czasu na odkrycie innych dyscyplin z piłką w roli głównej. Zupełnie przeoczyłem ręczną, czego do dziś żałuję, późno odkryłem koszykową, co niewątpliwe wpłynęło na jakość mojej gry w kosza.

Pytanie, które mnie nurtuje, brzmi: czy zawsze warto namawiać młodego, żeby powielał mój schemat? Mówiąc inaczej, do którego momentu namawiać do wytrwałości, a kiedy docenić elastyczność i naturalną gotowość do eksperymentowania? Eksperymentowania, które jest kluczowe w każdej zmianie. Tej błahej (z mojego punktu widzenia), jaką jest wybór nowego dodatku do gry i tej poważnej (która przyjdzie szybciej, niż mi się wydaje), jak na przykład wybór kierunków studiów czy może decyzje o ich odłożeniu i ruszeniu w świat.

Taki tam dylemat rodzica, który chce jak najlepiej, a czasem robi jak najgorzej.

fot. Bells Design

Tagi

relacje z dzieckiem czas wolny wychowanie konsekwencja

Opublikowano: 2015-03-25

Zobacz inne artykuły w kategorii Relacje »

Podziel się na Facebooku

 

Przeczytaj również

okrutna-prawda

Okrutna prawda

Kilkanaście dni temu wróciłem z wakacji. Ale oprócz tradycyjnego wypoczynku pojechaliśmy całą rodziną na takie jakby szkolenie-nieszkolenie. Takie wydarzenie, na które jedzie się z dziećmi, one są pod profesjonalną opieką, ale kiedy chcą, to mogą wejść do sali gdzie siedzą rodzice. 

czytaj dalej »

znajdz-wreszcie-chwile-dla-siebie

Znajdź wreszcie chwilę dla siebie!

Jesteśmy zabiegani. Pędzimy przed siebie, bo takie tempo narzuca nam życie. Oglądamy kątem oka seriale, w których piękni, młodzi i ciągle aktywni czerpią radość z braku urlopu czy wolnych wieczorów. Pracują, zapełniają każdą minutę jakimś zajęciem.

czytaj dalej »

nosilam-cie-w-sercu

Nosiłam Cię w sercu

Życie zaskakuje nas niejednokrotnie, czasem pozytywnie, a czasem niestety nie. Są w życiu sprawy, sytuacje, w których nie wszystko od nas zależy. Można do nich zaliczyć posiadanie potomstwa. Każdy, kto decyduje się na adopcję, ma swój powód.

czytaj dalej »

 


                                                                                                                   

Piszą dla nas

 

 

Zmiany w Życiu. Wszelkie prawa zastrzeżone ® 2014-2015
Publikacje zamieszczone na stronach zmiany w życiu.pl są chronione prawami autorskimi. Dalsze rozpowszechnianie tekstów i zdjęć opublikowanych w Zmiany w życiu.pl w całości lub w części wymaga uprzedniej zgody wydawcy.
Photos Powered by Shutterstock.com
Wykonanie Agencja Kreatywna PONG, projekt graficzny Adrian Rudzik
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.