Owczy pęd i nie tylko
owczy-ped-i-nie-tylko

 

Od jakiegoś czasu biegam. Nie dlatego, że to modne. Po prostu biegam. Nie będę się rozpisywał o tej formie aktywności, o jej walorach i o tym, czemu biegający są "naj". Propagandę zostawię innym. Poza tym,  gdybym chciał znaleźć styl literacki najlepiej oddający moją aktualną formę sportową, byłaby to przedszkolna wyliczanka o entliczku i pentliczku.

W pierwszym pisanym dla Zmian w Życiu artykule przyznałem się do mojej przeprowadzki i wspominałem o różnych aspektach wchodzenia w nowe. Przewinął się tam też wątek grupy wspaniałych ludzi, których pasją jest Triathlon. Od czasu tamtego artykułu kilku z nich ma już za sobą połówkę Ironmana, a kilku cały dystans (3,86km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze i 42,195 km biegu). Ja mam dalekie miejsce w kolejce na rekonstrukcję więzadeł w kolanie i przymusową przerwę w treningach, więc biegam – tak dla siebie. Dla porannej ciszy w lesie, dla mgły nad jeziorem, dla saren, które czasem z wyraźną pretensją w oczach uciekają na mój widok w siną dal. Aby dopełnić matematyki dodam, że moje trasy wynoszą od 6 do maksimum 10 km co drugi, trzeci dzień. Czyli, jak już pisałem, biegam dla siebie i cieszy mnie to.

Nie zawsze jednak tak było. Zanim jeszcze załatwiłem sobie wytłumaczenie w postaci zepsutego kolana, toczyłem wewnętrzną wojnę na każdym kilometrze trasy. Forma była, progres był. Byli mocniejsi, których goniłem i słabsi, którzy – choć to może nieładne – trochę dowartościowywali. Była (i jest) super atmosfera. Tylko we mnie czegoś nie było. Nie było woli walki i rywalizacji. Gdzieś z upływem lat i wraz ze zmianą koloru włosów na skroni wyczerpała się, wygasła. Może to efekt uboczny pracy, gdzie często wspieram budowanie zespołów, pokazując rolę pracy grupowej. Może efekt kilku dyplomów z dawnych startów, które nadal napawają dumą i pozwalają mi etap sportowej rywalizacji uznać za zaliczony. Może czegoś jeszcze innego. Sam nie wiem. To jedna strona medalu. Druga to naturalna potrzeba przynależenia do grupy. Grupy, która dużo mi dała, nauczyła i pozwoliła osadzić się w nowej rzeczywistości. Grupy bardzo ambitnych sportowców, swym codziennym zaangażowaniem w trening zadającym kłam określeniu "amator". Grupy ludzi, których szczerze podziwiam i w towarzystwie których świetnie się czuję.

I tu pojawia się dylemat. Jak ćwiczyć z tymi, którzy chcą starować w kolejnych imprezach i jednocześnie nie zmuszać się do współzawodnictwa i wyjazdów na zawody, na co nie mam ochoty? Jak mieć króliczka i gonić króliczka? Ja się w tym pogubiłem. Do tego stopnia, że powoli wszelkie wymówki zaczęły wygrywać z porannym założeniem butów biegowych. Odpuściłem. Było o tyle łatwo, że miałem (i mam) dobre, potwierdzone szeregiem badań wytłumaczenie. Dobrze czy źle, to pewnie zależy od punktu widzenia i każdy ma prawo do własnej oceny. Ja się czegoś nauczyłem i dlatego uważam, że bardzo dobrze. Czasem warto na chwilę odpuścić, żeby zobaczyć szerszy obraz. Żeby przypomnieć sobie to pierwotne „po co?”. Po co, jak w ogóle biegam? Czy dla wyników czy dla innych, czy dla rywalizacji, czy może dla 45 minut ze sobą sam na sam w pięknych okolicznościach przyrody?

A teraz porzućmy metaforę biegania i wygodne dla każdego czytanie o innych. W ilu życiowych ważnych sprawach ulegamy owczemu pędowi, powinnościom czy presji grupy? Jak często tracimy z oczu to, po co w ogóle podjęliśmy się jakiegoś działania? Co ważnego na poziomie wartości, samopoczucia i sposobu myślenia o sobie chcieliśmy w ten sposób dla siebie zyskać?

Ja w kwestii treningów znalazłem swoje „po co?” i biegam. Tak dla siebie, często z innymi. Zawsze  dla przyjemności.

Tagi

samoświadomość zdrowie rywalizacja wysiłek fizyczny

Opublikowano: 2014-12-15

Zobacz inne artykuły w kategorii Harmonia Życia »

Podziel się na Facebooku

 

Przeczytaj również

nie-odkladaj-na-pozniej-tego-co-wazne

Nie odkładaj na później tego, co ważne!

Do tego artykułu natchnęła mnie moja własna historia sprzed kilku tygodni. W czerwcu dentysta powiedział mi, że mam jeden ubytek w zębie i powinnam zająć się nim możliwie jak najszybciej. Dziwny wstęp? Być może, dlatego idziemy dalej. 

czytaj dalej »

pustka-w-zyciu-skad-sie-bierze-i-jak-mozesz-sobie-z-nia-poradzic

Pustka w życiu - skąd się bierze i jak możesz sobie z nią poradzić

Można stale zastanawiać się nad sensem życia albo czynić wszystko, aby go odnaleźć. Można nigdy go nie poczuć lub popaść w ułudę szybkiego, aczkolwiek krótkiego spełnienia. Może nic takiego nie istnieje? A w ogóle po co szukać jakiegokolwiek sensu? Czy można odnaleźć sens życia? Jak sobie radzić z odczuwaną pustką w życiu?

czytaj dalej »

e-mo-c-je

(E)mo(c)je

Emocje – nie ma chyba na świecie człowieka, który nie znałby tego słowa. Opisuje ono czasami wszystko i nic, bo jest tak samo niewidoczne i nieuchwytne jak powietrze. W życiu codziennym pomaga nam funkcjonować i jest pewnego rodzaju systematyzatorem tego, co wewnątrz i na zewnątrz nas.

czytaj dalej »

 


                                                                                                                   

Piszą dla nas

 

 

Zmiany w Życiu. Wszelkie prawa zastrzeżone ® 2014-2015
Publikacje zamieszczone na stronach zmiany w życiu.pl są chronione prawami autorskimi. Dalsze rozpowszechnianie tekstów i zdjęć opublikowanych w Zmiany w życiu.pl w całości lub w części wymaga uprzedniej zgody wydawcy.
Photos Powered by Shutterstock.com
Wykonanie Agencja Kreatywna PONG, projekt graficzny Adrian Rudzik
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.