Sposoby na urządzenie małego mieszkania

Dostajemy sporo pytań o nasze sposoby na urządzanie małych wnętrz. Chętnie podzielimy się doświadczeniami w tej kwestii, ale na początek ostrzegamy – złotego środka na zrobienie z M1 pięcio-pokojowego apartamentu nie ma. Chyba że jest się inżynierem-architektem mieszkającym w Hongkongu i z pudełka na buty potrafi się wyczarować 24 pomieszczenia. 

Przyznajemy, pan posiada poziom master w kwestii rozmnażania (powierzchni) i nam jeszcze sporo do niego brakuje, ale swoje patenty mamy i do szuflady ich nie chowamy. Zapraszamy do zapoznania się z pierwszą piątką ulubionych sposobów na urządzanie małych wnętrz. Kolejna porcja – niebawem!

1.INDYWIDUALIZM

Taaak… i w tym momencie zrujnowaliśmy piękny tytuł, który miał przyświecać temu wpisowi, czyli: UNIWERSALNE metody na urządzenie małego wnętrza. Ponieważ jesteśmy już ludźmi prawie dorosłymi, czas jednak spojrzeć prawdzie w oczy – jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Jak to wygląda w świecie projektowania wnętrz?
 
Zuzanna: U mnie prawie zawsze następuje zderzenie z kompletnie niefunkcjonalnymi układami spowodowanymi chęcią wyodrębnienia jak największej ilości pomieszczeń – zwykle bezzasadnymi, bez dbałości o odpowiednią komunikację pomiędzy nimi. Dlatego też niemal każdy projekt zaczynam od wyczyszczenia wszystkich ścian działowych, rozplanowania funkcji i ponownego “rozpisania” układu.
Maja: Ja mam podobnie. Często, wchodząc po raz pierwszy do mieszkania, które mam projektować, mam wrażenie, że coś mi tu nie pasuje. Jakby wnętrze było “na lewą stronę”, niby w porządku, ale podświadomość podpowiada że jego proporcje i funkcje są nieintuicyjne, wynikające z szablonu, a nie z rzeczywistego odczytania walorów przestrzeni: światła dziennego, skali, wielkości płaszczyzn. Też zaczynam każdy projekt od totalnych czystek 😉
Kamil: Wychodzi na to, że wyburzenia to nasza specjalność;). Faktycznie, nawet gdy mamy sygnał, by pozostawić oryginalny układ, a coś nam nie pasuje, robimy alternatywną wersję, tak dla siebie, dla uspokojenia sumienia. Efekt? Często okazuje się, że jest ona tak oczywista, że przekonanie Klienta do wprowadzenia większych niż planowane zmian staje się formalnością. Musimy liczyć się z tym, że mieszkania w stanie deweloperskim są kalkami kalek, powstają spod sztancy, bez wielkich refleksji – a przecież potrzeby każdego z nas są zupełnie różne.
 
NASZA RADA: Funkcjonalność, funkcjonalność i jeszcze raz funkcjonalność! Zwracajmy uwagę na to, czy odgórnie proponowane podziały faktycznie odpowiadają naszym potrzebom, a ilości pomieszczeń nie powodują dublowania funkcji. Właściwie rozplanowane mieszkanie lepiej przysłuży się nam niż to pięknie wykończone, ale nieergonomiczne. Dobrze jest rozpocząć projekt od spisania swoich potrzeb, które dopiero później porozdzielamy na wnętrza. Nie odwrotnie. 
 
2. LOKALIZACJA
 
Starajmy się kupować mieszkania w eleganckich, spokojnych okolicach, dobrze doświetlone, z dużą ilością zieleni za oknem i pięknymi widokami…
…ale jeśli trafi nam się takie, które nie spełnia powyższych wymagań, nie załamujmy rąk – zawsze mamy w orężu kilka tricków, które zbliżą nasze M do ideału. Uczulamy na to, by zwracać uwagę na wszystkie, czasem nieoczywiste i głęboko ukryte atuty wnętrza. Wiadomo – wielkie okna, południowa ekspozycja, mieszkanie na piętrze, widok parku za oknem są samograjami. Ale co wtedy, gdy trafi nam się lokal na parterze, zacieniony przez balkony lub sąsiedni budynek, z niewielkimi oknami przez które mamy niepowtarzalną okazję obserwować życie na osiedlowym parkingu lub tyły azjatyckiej restauracji?
 
NASZA RADA: Jasne, słoneczne mieszkania to ideały – i wyjątkowo rzadkie okazy. Jeśli trafiliście na wnętrze odbiegające od tego opisu, polecamy przeczytanie dalszej części artykułu.
 
3.P
 
Przestrzeń, perspektywa, płaszczyzny. Słowa-klucze, dzięki którym nasze mieszkanie może urosnąć nawet o kilkanaście metrów – i to nie tylko optycznie!
 
Maja: Moim orężem w przypadku projektowania małych mieszkań jest stosowanie układów zbliżonych do amfilady, czyli planuję pomieszczenia tak, by pozostawić między nimi prześwity, widok na sąsiednie przestrzenie. Staram się nie używać tego słowa w trakcie pierwszych rozmów, ponieważ ma w naszym kraju wyjątkowo złą renomę…
Zuzanna: Ja wolę mówić o “wydłużeniu i otworzeniu perspektywy“. 
Maja: Genialne! Kradnę 😉
Kamil: Jakkolwiek by to nazwać, otworzenie pomieszczeń działa. Najgorszy możliwy scenariusz to ten, gdy po wejściu do mieszkania natykamy się na ściany, ściany, drzwi, i znów ściany. Sporo podziałów może być przecież umownych – ażurowe przepierzenia, szklane ścianki również spełniają swoje funkcje, otwierając równocześnie przestrzeń.
Maja: W małych mieszkaniach zwracam też olbrzymią uwagę na podziały płaszczyzn. I mówię tu nie tylko o ścianach, ale przede wszystkim o podłogach i sufitach, bo na nie zwykle zwraca się najmniejszą uwagę. Nawet najmniejsze lokum z jednolitą podłogą automatycznie zyskuje kilka metrów więcej. Najgorsze co można zrobić w takim mieszkaniu to coś, co nazywam ” polami ryżowymi”, czyli w każdym pokoju inna podłoga – tu kafelki, tam panelki, a na deser wykładzina, z łączeniami dodatkowo podkreślonymi przez wybitnie gustowne listwy. Brrrr!
 
NASZA RADA: Zadbajcie o to, by otworzyć osie widokowe pomiędzy pomieszczeniami – w tym celu świetnie sprawdzą się wspomniane ażury, szkło, a jeśli nie chcecie pozbawiać się możliwości zamknięcia pokoi, zróbcie między nimi przesuwne szerokie drzwi. Pamiętajcie, by ujednolicić rodzaje podłóg tam, gdzie mamy do czynienia z przenikającymi się pomieszczeniami!
 
 4. KOLORY I WZORY
 
Wydawać by się mogło, że im mniejsze wnętrze, tym mniej mamy pola do popisu w kwestii barw. Z łączeniem wzorów tez teoretycznie nie poszalejemy, bo niby gdzie? Na pewno ?
 
Zuzanna: Kolorystyczne tricki? Są świetne, skuteczne i niedrogie w praktyce. Owszem, wymagają dużego wyczucia i wyobraźni, ale to najskuteczniejszy sposób na naprawę proporcji. Ostatnio pokusiliśmy się o przeciągnięcie koloru skosem ze ścian na sufit, co natychmiast poszerzyło wnętrze. Co do samych kolorów, to mam wrażenie że dużo większe znaczenie ma nie sama barwa, ale jej walor, natężenie, oraz oczywiście miejsce zastosowania. 
Maja: Ja jestem wierna zasadzie – mniej znaczy więcej i swoje projekty zwykle zaczynam od monochromatycznych zestawień. Testuję wielkości płaszczyzn, sprawdzam, jak będą się zachowywać w różnych natężeniach szarości i dopiero później ubieram to w kolor. Albo i nie 😉 Najlepszy patent na “świetlisty” efekt? W słabo doświetlonych pomieszczeniach nigdy nie stosuję odcieni wpadających w zieleń i cytrynową zółć, które nadają chory, zgniły wygląd, paradoksalnie wystrzegam się także czystej arktycznej bieli, która w ciemnym pomieszczeniu i tak zwykle wygląda na brudną. Złamana biel + biała stolarka = optyczne odsunięcie ścian. I tak, centymetr po centymetrze…
Zuzanna: Z optycznych polepszaczy lubię też paski. Do małych, wąskich pomieszczeń obowiązkowo poziome, które rewelacyjnie poszerzają. Ponieważ fajnych tapet w paski jest mało, najczęściej malujemy je farbami. 
Kamil: Popieram, paski są super 😉 Najbardziej lubię te w delikatnych odcieniach – prawie niewidoczne, ale oko oszukują rewelacyjnie.
 
5. KONTRAST
 
W małych mieszkaniach zwykle stosujemy się do oklepanych, standardowych patentów – jasne powiększa. Jasne farby, jasne podłogi, jasny gres i jasne meble. Na tle kremowej ściany kremowa kanapa z kremowymi poduszkami, umieszczona na kremowym dywaniku, w otoczeniu kremowych firanek. Efekt? Dalej mieszkamy w maleńkiej klitce, tyle że kremowej.
 
Zuzanna: Moi ulubionym zabiegiem jest “odpychanie” ścian w wąskich pokojach za pomocą ciemniejszego koloru. Sprawdza się zawsze.
Maja: To też mój ulubiony trick. Nie wyobrażam sobie wnętrz, w których nie ma kontrastu. Paradoksalnie, ciemne barwy potrafią optycznie powiększyć pomieszczenia, dodają im głębi, przyciągają oko w odpowiednie miejsce. Genialnie eksponują to, co wymaga podkreślenia i skrywają w komfortowym cieniu to co wymaga ukrycia 😉 Mój ulubiony przykład – ekspozycja jasnych mebli i dodatków na grafitowej lub czarnej ścianie. Ciemna płaszczyzna ucieka, oddala się, meble optycznie wydają się mniejsze. Rewelacja.
Zuzanna: Bardzo dobrym pomysłem na rozbicie “mdłych” wnętrz jest też stosowanie mocnych, wyrazistych dodatków – czarny klosz, dywan w intensywny, geometryczny wzór czy kilka poduszek wystarczą by nadać charakter, a nie potrzeba przy nich takiego doświadczenia, jak przy wybieraniu kolorów ścian.
 
NASZA RADA: Nie bójmy się intensywnych, nasyconych barw. To na nich koncentrujemy wzrok w pierwszej kolejności, więc wykorzystajmy to jako atut – podkreślajmy wszystko, co atrakcyjne, a to, co wymaga ukrycia “rozmyjmy” w bezpiecznej, neutralnej bazie.
 
Tekst: Maja Kaczyńska i Tandem Design
Avatar
Maja Kaczyńska

Kim jestem i co robię: Z wykształcenia jestem projektantką wzornictwa przemysłowego, w praktyce- projektantką wnętrz i wykładowcą. Z potrzeby chwili zostałam natomiast domową „ złotą rączką”, co niespodziewanie przełożyło się na życiową pasję jaką jest recycling i znalazło silne odbicie w moich projektach, w których pokazuję że piękne wnętrze nie musi kosztować fortuny. Po pracy remontuję dom , przywracam do świetności zapomniane przedmioty i z pasją piszę bloga o tym, jak zrobić by się nie narobić, a było pięknie. Dlaczego tu jestem: Zmiany są motorem i kołem zamachowym zarówno w moim życiu, jak i w obszarze zawodowym w którym się poruszam. Moją misją jest udowodnienie, że dobrze zaprojektowany dom, mieszkanie, pracownia, mają bezpośredni wpływ na to jak funkcjonujemy. Dlatego na portalu będę pisać o małych i dużych pomysłach na stworzenie niepowtarzalnych wnętrz, przede wszystkim tych do samodzielnej realizacji. Z czego jestem dumna w moim życiu: Własnoręcznie doprowadziłam stuletnią ruinę do stanu przyjemnej i komfortowej używalności, bez strat w kończynach. Moje słabości: Nie umiem obojętnie przejść obok samotnych stołeczków porzuconych na śmietniku. U mnie odzyskują godność i blask. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Dobry film i książka oraz głaskanie kotów. Największa zmiana w moim życiu: Już niedługo.

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.