Czy zdarzyły Wam się kiedyś sytuacje, które w znaczący sposób wpłynęły na Wasze życie? Takie, dzięki którym doceniliście to, co i kogo macie tu i teraz wokół siebie i zapragnęliście dbać o to tak bardzo, jak tylko jesteście w stanie? Ale również takie, które stały się motywatorem do zmiany tego, co było niepożądane i irytowało Was od dłuższego czasu?

Kilka dni temu uświadomiłam sobie, że doświadczyłam wielu sytuacji, podczas których życie stanęło mi przed oczami. Zrozumiałam, że każda z nich była dla mnie ważna i jakkolwiek dziwnie to może zabrzmieć, doświadczenia te wzbogaciły moje wnętrze i zmusiły mnie do refleksji nad sobą i swoim życiem.

W ostatnią sobotę byłam uczestniczką wypadku drogowego, który – jak to często bywa – miał miejsce na znanej mi trasie, tuż przed miejscem docelowym. Była to pierwsza tego typu sytuacja w moim życiu, choć bez samochodu nie ruszam się z domu od ładnych kilku lat. Z wypadku zarówno ja, jak i mój towarzysz wyszliśmy bez szwanku. Dodam, że nie otworzyły nam się przednie poduszki powietrzne, a samochód, którym jechaliśmy, nie nadaje się już do użytku.

Ta sytuacja dała mi dużo do myślenia. Przypomniałam sobie jednak, że nie było to pierwsze wydarzenie, podczas którego moje życie było zagrożone. Takich sytuacji było w mojej historii całkiem sporo…

Przed oczami stanęły mi obrazy: mnie jako dziecka topiącej się w jeziorze, czy najgorszego lądowania w moim życiu, na portugalskiej wyspie Maderze, które sprawiło, że wręcz znienawidziłam latanie samolotem. Przypomniały mi się też zeszłoroczne wakacje w Izraelu, w czasie których ja i moi przyjaciele przeżyliśmy bombardowanie Tel Awiwu. Udało nam się jednak wrócić do kraju w ostatni dzień przed zamknięciem lotniska i odwołaniem lotów do Polski.

Dzięki tym doświadczeniom zrozumiałam, że życie jest ulotne i należy cieszyć się każdą daną nam chwilą. Wydawało mi się, że zawsze to potrafiłam, jednak po tych zdarzeniach zaczęłam dostrzegać rzeczy i zjawiska, które do tej pory były tak normalne i oczywiste, że były przeze mnie pomijane czy nawet niezauważane. Zaczęłam być uważna. Zadbałam o to, żeby poświęcać rodzinie i przyjaciołom możliwie tyle samo czasu, co pracy i obowiązkom zawodowym. Te sytuacje nauczyły mnie też pokory. Wiem, że dzięki nim zwolniłam tempo i jestem im za to wdzięczna. Ułożyłam swoją hierarchię wartości na nowo i zrozumiałam, że to, co do tej pory wydawało mi się ważne, wcale takie ważne nie było. Uzmysłowiłam sobie, że skoro dostałam tak wiele szans od losu, to mam coś do zrobienia w tym życiu, mam swoją misję i zrealizuję ją na 100%! Teraz żyję całą sobą i celebruję każdą chwilę. I Wy też – żyjcie! 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here