„Jak cię widzą, tak cię piszą” – to przysłowie odnoszące się również do realiów życia wirtualnego. Dlaczego tak jest?

Według agencji prasowej Reuters, dyrektor generalny serwisu społecznościowego Facebook – Mark Zuckerberg – ogłosił publicznie w dniu 27 sierpnia, że jeden na siedmiu mieszkańców globu miał okazję użyć Facebooka w celu nawiązania kontaktu ze swoją rodziną i przyjaciółmi. Oznacza to wobec tego liczbę miliarda osób w ciągu jednego dnia!

Czy nie jest to zaskakująca statystyka? W końcu przedstawia ona gwałtowny wzrost znaczenia sieci w kontekście nawiązywanych relacji. Co więcej, ujawnia fakt niechcianej kontroli użytkowników podczas pracy online. Z powodu większej zauważalności jednostki, wynikającej z jej obecności na portalach społecznościowych, warto wprowadzić kilka złotych zasad odnoszących się do szacunku wobec swojego wirtualnego życia. Pamięć o takich regułach pomoże w zbudowaniu i utrzymaniu Twojego własnego, profesjonalnego znaku firmowego – zarówno w teraźniejszości, jak i przyszłości.

Termin TMI – określany potocznie jako „Too Much Information” (nadmiar informacji) – nawiązuje do mediów społecznościowych jako do idealnego środka wyrazu pewnej narcystycznej części obecnej w każdym z nas, którą najlepiej odzwierciedla zdanie: „wierzę, że jestem gwiazdą w swoim własnym, małym filmie”, co może prowadzić do przesady w udostępnianiu informacji o sobie i eksploatacji działań wirtualnych w stosunku do rzeczywistości. Nie każdy jest zainteresowany najmniejszym  szczegółem naszego życia codziennego, na przykład narzekaniem na tęsknotę za idealnym miejscem parkingowym przed warzywnikiem czy dzieleniem się wszystkimi intymnymi szczegółami po nieudanym związku. Takie informacje, napływające dzień w dzień, mogą nieco znudzić odbiorców i zaniedbać prawdziwe przeznaczenie internetowego novum!

Wobec tego warto sprawić sobie przysługę i edytować własne wpisy przed aktualizacją własnej „ściany”. Pomoże w tym zadanie sobie podstawowych pytań, takich jak np.:

  • Czy jest to istotny temat dla moich przyjaciół i rodziny (i ich przyjaciół i rodziny)?
  • Czy forma przekazu jest odpowiednia do promocji własnej osobowości i marki osobistej?
  • Czy nie sprawię szkody poprzez negatywne działanie – nieuważne lub nieświadome?

Krytyczność w sieci może niekorzystnie wpłynąć zarówno na Twoje osobiste relacje, jak i zawodowe więzi. Na sukcesywnie działających portalach – takich jak Facebook czy Twitter – umieszczanie negatywnych komentarzy online może być odbierane jako bierna agresja albo po prostu zwyczajna złośliwość. W serwisach społecznościowych wyspecjalizowanych w kontaktach zawodowo-biznesowych nie powinny pojawiać się żadne anonse wykraczające poza ogólnie przyjęte normy  spokojnego, umiarkowanego i ułożonego człowieka – inne zazwyczaj nie mają racji bytu. 

Jako uzupełnienie warto dodać, że coraz więcej przedsiębiorstw rutynowo przeszukuje indywidualne i wyspecjalizowane witryny społecznościowe w procesie rekrutacyjnym (oraz kontroluje w ten sposób zatrudnionych już pracowników).Wobec tego żaden członek dobrze zapowiadającego się zespołu nie chciałby być uznany za aspołecznego, niezaangażowanego czy po prostu „niefajnego”. Co zrobić, żeby tak się nie stało?

Wyobraź sobie wizerunek wart tysięcy słów…

Niepochlebne komentarze mogą zapędzić autora posta w kozi róg, ograniczyć jego możliwości i sposób, w jaki pracuje. Nieadekwatnie otagowane zdjęcie z weselnej zabawy czy ujęcie ukazujące nieco za dużo ciała mogą na długo zaważyć na Twojej opinii.

Wniosek jest prosty: zanim klikniesz „Upload” na Facebooku, Instagramie, Twitterze czy Snapchacie… pomyśl, jak może to korzystnie wpłynąć na promocję Twojego wizerunku w kontekście jego publicznego udostępnienia.

Żyjemy w czasach dużej różnorodności kulturowej – serwisy społecznościowe umożliwiają nam kontakt z mnóstwem ludzi, którzy niekoniecznie podzielają podobne poglądy polityczne, religijne, życiowe. Takie bogactwo jest prawdziwym smakiem życia, lecz nie każdy ma ten sam gust!

Z tego powodu czasami warto zachować swoją opinię tylko dla siebie lub chociażby ograniczyć ją do grona odpowiednio dobranych słuchaczy. Naiwne debatowanie na dużą skalę o istotnych tematach może zaszkodzić Twojej domenie jako dyskryminującej lub podżegającej – szczególnie, jeśli w dyskusji nawiązujesz do rasy, płci, religii czy życia seksualnego.

Okazując międzynarodowe poszanowanie odmienności i czujne usposobienie w prowadzeniu profilu własnej marki osobistej, można nie tylko zmotywować społeczeństwo i wprowadzić nieco zmian w życie, lecz co najważniejsze – pozostawić znaczące, pozytywne wrażenie, które sięga daleko poza ramy złych przekonań i reaktywnych kazań. 

Poprzedni artykułĆwiczenie: Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?
Następny artykułPochwała chwalenia. Krok drugi: Chwal siebie!
Kim jestem i co robię: Z wykształcenia jestem ekonomistką (SGH) i strategiem biznesu (MBA) oraz międzynarodowym certyfikowanym coachem z dyplomem londyńskiej The Coaching Academy oraz akredytacją ICF jako Mentor Coach. Jestem właścicielką firmy BrandU specjalizującej się w coachingu zarządczym. Pełnię rolę eksperta w zakresie komunikacji i przywództwa, ze specjalnym uwzględnieniem budowania marki personalnej i marek firmowych. Moje doświadczenie w osiąganiu sukcesów i pracy z ludźmi czerpię z 20 lat kariery w międzynarodowych korporacjach (IKEA, Coty, Statoil), gdzie pełniłam funkcje zarządcze w działach marketingu i strategii zarówno w Polsce, jak i za granicą.           Dlaczego tu jestem? Sama nazwa portalu i zamysł powoduje, że wkład dziedziny coachingu jest tu nieoceniony. Jako coach, strateg i mentor pracuję na codzień z równaniem: Coaching + Motywacja = Zmiana i wiem jak jest ono prawdziwe. Z czego jestem dumna w moim życiu: Jestem dumna z wyważonej relacji i bilansu miedzy pracą i życiem prywatnym oraz czasem na własny rozwój i refleksję. Z mężem i córkami bierzemy od lat udział w Mistrzostwach Polski Pojazdów Zabytkowych. W gronie bliskich przyjaciół zwiedzamy Polskę i najdalsze krańce świata. Podzielają oni moje pasje do podróży, sportu i sztuki. Moje słabości: Lubię dużą aktywność i dążę do doskonałości, co powoduje, że trudno mi się w pełni cieszyć spokojem i uprawiać tzw „dolce farniente”. Staram się to rekompensować, praktykując medytację i sztukę uważności. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Energiczny spacer, dobra muzyka i rozmowa z ciekawą osobą lub... medytacja, oddech. Nastrój dla mnie to przemijająca chmura, na której się nie koncentruję. Największa zmiana w moim życiu: Zmiany towarzyszą mi przez całe życie. Mieszkałam i pracowałam w wielu krajach, a również rodzina i dzieci ciagle mi dostarczają nowych bodżców i zmian. Natomiast największą zmianę wprowadziłam rezygnując po 20 latach z dalszej bezpiecznej kariery w korporacji i otwierając własną firmę. To doświadczenie daje mi wciąż dużo satysfakcji i radości na co dzień w pracy z Klientami. Miejscowość: Warszawa tel. 601-286-945

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here