Seks – obecny w naszym życiu na co dzień, a jednak ciągle owiany tajemnicą. Co powoduje, że tak trudno nam mówić o swoich potrzebach lub wprowadzić w świat intymnych doznań dorastające dzieci? Nasz dzisiejszy gość – Joanna Keszka – postanowiła wyjść na przeciw tej ważnej sferze życia i nazywa po imieniu nasze potrzeby. Dla niej słowa takie jak „penetracja”, „orgazm” czy „wibrator” nie stanowią bariery. Na swoim portalu Barbarella.pl zachęca, aby zaprzyjaźnić sie ze swoim ciałem, aby potrafić wyrażać swoje potrzeby. Na rożnych etapach życia zmieniają sie rownież nasze potrzeby seksulane, dlatego ważne jest, aby wiedzieć co kryje się za ochotą na seks lub jej brakiem. Badania pokazują, że podanie intencji, z powodu której coś robimy lub zaniechaliśmy działania sprawia, że odbiorca jest dla nas bardziej wyrozumiały. Poznajmy więc nasze ciało, nasze potrzeby i rozmawiajmy o nich, aby nasza świadomość na temat seksualności nie kończyła się na bólu głowy.
– Anna Węgrzyn – redaktor naczelna

 

Zmiany wpisane są w nasze życie. Jak w takim razie zmiany odnajdują się w seksie? Lubimy je czy nie? 

Ja akurat lubię zmiany (śmiech). Uważam, że nuda zabija – i w seksie, i w życiu. Zresztą ja tych sfer nie rozdzielam. Życie seksualne to nie jest jakaś oderwana sfera, którą raz na jakiś czas do siebie dopuszczamy, tylko integralna część naszego życia. Seks to taki papierek lakmusowy tego, jak samych siebie traktujemy i na co w stosunku do nas pozwalamy swoim partnerom. Namawiam do tego, by do życia seksualnego podchodzić tak, jak do reszty życia – traktować je jako podróż i rozwój, zauważać swoje potrzeby i podążać w ich kierunku. Przestrzegam przed tym, by nastawiać się w nim na jakiś cel, np. tylko na orgazm pochwowy – tak samo jak życie, seks nastawiony na cel to niewypał, bo nie rozwija, a jedynie stwarza presję. A taka presja nas ogranicza, spina. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w tych sferach, w których bardzo chciałam się wykazać, nie osiągnęłam zapierających dech w piersiach sukcesów. Za to w tych, w których postępowałam zupełnie swobodnie z czasem się poukładało.

Czy twoim zdaniem nauczyliśmy się już rozmawiać o seksie, o swoich potrzebach?

Nie. Dużo mówi się o tym, że powinniśmy mówić o seksie, ale o nim nie rozmawiamy. Ostatnio zaproponowałam użytkowniczkom Barbarelli ćwiczenie: przez tydzień nie uprawiać seksu, ale za to codziennie chociaż przez 10 minut rozmawiać na jego temat. Zdaję sobie sprawę, że w naszej kulturze to bardzo trudne, bo seks kojarzy nam się ciągle z grzechem i poczuciem winy. Jednak gorąco zachęcam, by się tej sferze przyglądać i o nią troszczyć. Bo jeśli o seksie nie rozmawiamy, jeśli uważamy go za coś, co tak po prostu się „przydarza“, to nasze doświadczenia seksualne stają się tak przewidywalne jak menu w dworcowym barze – z góry wiadomo, co będzie i z góry wiadomo, że nam nie będzie smakowało (śmiech).

Odnoszę wrażenie, że nawet kiedy kobiety zaczynają rozmawiać o seksie, to swoimi przemyśleniami dzielą się raczej z koleżankami, a nie z partnerem czy partnerką. Często też pojawia się strach: otwarcie powiedziałam, czego chcę, a przecież tak nie można!

Jest też strach, że jeśli powiem na ten temat za dużo, to ktoś wykorzysta tę wiedzę przeciwko mnie. Niestety, taki strach wcale nie jest nieuzasadniony. W Polsce bardzo łatwo jest uderzyć w kobietę, odnosząc się do jej sfery seksualnej: można powiedzieć, że jest „niewyżyta“, „nienormalna“, „znowu ma jakieś fanaberie“, „ma wszystko, więc o co jeszcze jej chodzi“. To zamyka kobietom usta, w ten sposób odmawia się im prawa do postulowania o choćby odrobinę więcej, niż mają teraz. Warto uświadomić sobie istnienie tych pułapek – stereotypów, które nie służą temu, byśmy odkrywały swoją seksualność, ale mają na celu podporządkowanie nas innym. Sfera seksualna nie służy do tego, byśmy udowadniały, czy jesteśmy „porządne“ czy nie – jest po to, byśmy czuły się dobrze i komfortowo. Dopóki nie zdamy sobie z tego sprawy, ciągle będziemy siedziały w kąciku, do którego inni zapędzają nas za pomocą pogróżek. 

Pokutuje jeszcze stereotyp, że seks jest nagrodą za dobre sprawowanie. Partner coś przeskrobie – dzisiaj nie ma seksu.

Seks powinien kojarzyć nam się z przyjemnością, z budowaniem intymnej więzi między partnerami. Ale kiedy tak nie jest – a niestety, zdarza się tak często – to zaczyna nam się kojarzyć z narzędziem, które do czegoś służy. Wtedy i w seksie, i w całym związku zaczynają się dziać złe rzeczy, bo element, który naturalnie służy do budowania relacji, staje się narzędziem do manipulowania sobą nawzajem.

I pojawia się znienawidzone: „nie dzisiaj kochanie, boli mnie głowa“… 

Każdy ma prawo być zmęczony, niestety jak to mówię: „napalona i niewyspana – to się nie zdarza“. Żeby mieć ochotę na seks, trzeba być wyspaną, najedzoną, zaopiekowaną, a my jesteśmy ciągle zagonione. Seks to ciało. Kiedy zadbamy o jego potrzeby, pojawia się ochota na seks. Niestety, to o czym wspomniałaś wiąże się także z faktem, że od małego kobiety uczy się, że seks to nie sfera przyjemności, ale zagrożenie. „Uważaj, nie daj się wykorzystać!“ – tak zwane uświadamianie w praktyce polega na tym, że młode dziewczyny straszy się seksem. Mówi się im, że seks to ich najcenniejsza waluta, z którą muszą się bardzo ostrożnie obchodzić, bo kiedy rozdadzą jej za dużo, to zostaną z niczym, nie zechce ich już żaden porządny facet… Innymi słowy nie znajdą męża, a tym samym nie spełnią swojego najważniejszego kobiecego obowiązku, nie udowodnią normalności swojej i całej swojej rodziny. I tak wyuczone kobiety nie traktują seksu jako zabawę, ale jako narzędzie, którym „płacą”, za bycie w związku albo „odpłacają” za złe rzeczy, które dzieją się w ich relacji z mężczyzną. 

Na czym twoim zdaniem powinien opierać się trwały, prawdziwy związek?

Najważniejsze, by wchodząc w relacje – czy to seksualne, czy związkowe – zastanawiać się, czego chcemy. Kobiety często zachowują się tak, jakby zostały porwane przez rwącą rzekę. Wystarczy, że ktoś je zechce i już – wskakują, nie zastanawiając się, w którym kierunku chciałyby płynąć same, tylko ślepo podążają za mężczyzną. Facet wyznacza kierunek i w łóżku, i w życiu. Mam wrażenie, że niektóre kobiety z większą uwagą wybierają nowy kostium kąpielowy niż partnera na życie! Jasne, dobrze jest dawać szansę i wybaczać, ale jest różnica między dawaniem drugiej szansy i setnej… 

I w rezultacie przez wiele lat tkwimy w związku, w którym nie jesteśmy szczęśliwe, ale boimy się go zmienić… 

Na szczęście zmiany można zacząć wprowadzać na każdym etapie. Samo zauważenie potrzeby zmiany jest już zmianą. Gloria Steinem powiedziała, że samo poszukiwanie siły już nas wzmacnia. Kobiety tak dużo od siebie wymagają. Kiedy decydują, że chcą zmiany, to oczekują, że ich życie od razu przekręci się o 180 stopni. A przecież najważniejsze jest to, by po prostu wziąć sprawy we własne ręce. Traktować życie jako sumę naszych wyborów – nie zwalać niepowodzeń na los, na szczęście, na rodzinę… Bierność zabija. Poczucie, że na nic nie mam wpływu, że „jest jak jest“ blokuje nas i nie pozwala wykonać kroku naprzód. 

A jednak wizerunek kobiety w mediach często zachęca do takiej bierności – zgodnie z telewizyjnym przekazem kobieta powinna być grzeczna, posłuszna…

Zgodnie z tym obrazem dobra kobieta nie wymaga dużo dla siebie, tylko realizuje się zadowalając innych. I to jest straszne. A kiedy w prawdziwym życiu kobieta zaczyna matkować, mężczyźna najpierw z tego korzysta, bo to dla niego wygodne, ale po jakimś czasie zaczyna mieć do niej pretensje – że ciągle jest taka zmęczona, że stała się taka nieatrakcyjna… Nagle o wiele bardziej kusząca wydaje się sympatyczna koleżanka z pracy – tylko że ta koleżanka nie poświęciła kilku lat na opiekę nad nim, na szorowanie garów i pranie brudnych skarpet! To brzmi jak z minionej epoki, ale niestety cały czas jest aktualne.

Bardzo wymowna jest też kwestia dbałości o potrzeby partnera, np. podczas „kobiecych dni“ martwimy się, że biedny partner cierpi, bo nie możemy go w tym czasie zaspokoić…

W życiu to my musimy być swoim punktem odniesienia. Nie ma innej drogi! Sfera seksualna uczy akceptować swoje decyzje i wybory – nieważne, czy są słuszne, czy nie. Ważne, że są moje.

Dlaczego zaczęłaś zajmować się taką – dla niektórych wciąż bardzo kontrowersyjną – tematyką?

To był proces. Byłam dziennikarką, pisałam do kobiecych gazet i coraz częściej zajmowałam się tematami związanymi z seksem lub pracą – wbrew pozorom te kwestie są bardzo podobne, bo i tu, i tam chodzi o budowanie ważnych, bliskich relacji. Tworzyłam te teksty i coraz dobitniej przekonywałam się, że o seksie w prasie kobiecej pisze się straszne bzdury! Większość artykułów dotyczy tego, jak zadowolić faceta, co zrobić, żeby to jemu było z nami dobrze albo jak być „sexi“… Ja nie przepadam za tym określeniem – mam wrażenie, że kusi pozorną wolnością. Kiedy jesteś „sexi“, to niby możesz sobie na więcej pozwolić, jesteś wyzwolona… Ale kto jest „sexi“? 20-latka z wielkim biustem, która ciągle ma ochotę na seks i zawsze jest gotowa spełniać najdziksze męskie fantazje. Nie ma to zresztą związku z rzeczywistością, bo największe libido mają kobiety około 40-tki, 20-latki raczej dopiero eksperymentują ze swoją seksualnością, odkrywają ją. Jest też taki stereotyp, że kiedy kobieta głośno mówi, że „lubi seks“, to faceci wyobrażają ją sobie jako istotę, która na jedno skinienie będzie gotowa spełniać ich najskrytsze fantazje. Wbrew pozorom jest na odwrót – kobieta, która zaczyna się interesować własną seksualnością, staje się bardziej selektywna i już nie daje się wkręcać w rzeczy, na które nie jest gotowa lub zwyczajnie nie ma na nie ochoty.

Ale seksualność to nie tylko sam akt. To przede wszystkim bliskość, umiejętność bycia razem, przytulania się…

Oczywiście. U nas „seks“ równa się „penetracja“ i koniec. A przecież jest w tym o wiele więcej. Pisanie sprośnych tekstów, rozmowy o seksie, umawianie się na seks – to już jest wchodzenie w doświadczenie erotyczne. Ale u nas dalej pokutuje kult penisa.

I wielkich piersi. 

Znam mnóstwo fantastycznych kobiet, które mają z tym problem. Skąd to się wzięło? Z tego, że model kobiecości jest bardzo opresyjny w stosunku do tego, co jest normalne. A przecież w seksie tak naprawdę wcale nie chodzi o wygląd! Seks to to, na co pozwalamy w sypialni sobie i swojemu partnerowi. To odczuwanie, skóra, emocje, wyobraźnia, zapach… 

Przez ten wyidealizowany model kobiety, które do niego nie pasują – chociażby te, które przeszły mastektomię – czują się wyizolowane.

To skrajny przykład, ale wiele kobiet ma problem z tym, żeby oswoić się ze swoim ciałem. Prawie każda kobieta, którą znam, ma poczucie, że nie pasuje do modelu „bycia sexi“. Ciało to nie jest wygląd. Ciało to fascynacja odmiennością. Tak się powinno podchodzić do swojej seksualności – fascynujące jest to, że jesteśmy odmienni. Nasze ciało jest inne niż ciało kochanka, razem możemy się poznawać. Natura stworzyła nas w taki sposób, żebyśmy się nawzajem odkrywali, a nie oceniali.

W praktyce jednak rzadko jesteśmy siebie ciekawi… 

Ciekawość to w sypialni podstawowa rzecz.

Taka ciekawość przydaje się zwłaszcza wśród par z wieloletnim stażem. W ciągu lat potrzeby partnerów przecież się zmieniają, ale jeśli ze sobą o tym nie rozmawiają, druga strona może odnieść wrażenie, że nadal są takie same jak kiedyś.

To prawda, i dlatego warto traktować swoją seksualność jak podróż. Nigdy nie zakładać, że już się wszystkiego nauczyliśmy, że wszystko zostało odkryte. Niestety, ludzie często mają przekonanie, że obejrzenie iluś filmów porno sprawiło, że o seksie wiedzą już absolutnie wszystko.

Nie pozostaje nam nic innego jak życzyć naszym czytelnikom cudownych podróży seksualnych. 

Nawet niekoniecznie cudownych! Seks jest jak życie i jak to w życiu bywa czasem jest nam lepiej, czasem gorzej. Życzę natomiast, żeby przez seks prowadziła nas ciekawość, chęć odkrywania siebie, chęć pozwalania na nowe sobie i tym, których zapraszamy do naszej sypialni. W gruncie rzeczy w seksie chodzi o to samo, co w życiu – najważniejsze, by być dla siebie po prostu dobrym.

Rozmawiały Anna Węgrzyn i Anna Kołacińska

JOANNA KESZKA – Autorka najodważniejszej polskiej książki o seksie pt. „Grzeczna to już byłam czyli kobiecy przewodnik po seksie”. Prowadzi program „Szkoła Seksu Joanny Keszka” na kanale Planete+. Ekspertka w dziedzinie kobiecej seksualności, pisarka scenariuszy erotycznych i nieustraszona testerka wibratorów, redaktorka naczelna Barbarella.pl – Najseksowniejszego portalu dla kobiet, prowadzi butik LoveStore.Barbarella.pl – Pierwszy w Polsce LoveStore dla kobiet i dla par, przy ul. Hożej 57 lok. 1B w Warszawie. Wspiera kobiety w pozwalaniu sobie na więcej – w seksie i w życi

Poprzedni artykułKonferencja "Zmiany w Życiu – pierwszy krok": Bądź gotów na zmiany!
Następny artykułZdążyłam… zrobić to, co chciałam
JEŚLI POTRZEBUJESZ: - wydobycia swojego potencjału zawodowego, - pomocy w budowaniu wizerunku swojego i firmy, - wsparcia w procesie zmiany pracy, - wsparcia w procesie zmiany swojego życia na lepsze, NIE CZEKAJ! SKONTAKTUJ SIE JUŻ DZIŚ! biuro@annova.pl Kim jestem i co robię: Z wykształcenia prawnik, z doświadczenia księgowa, dyr. HR, sprzedaży i marketingu, z powołania i zamiłowania coach International Coaching Community. Jako coach pomagam firmom, ich pracownikom a także indywidualnym klientom wydobyć wszystkie najlepsze cechy z siebie i innych, by móc je wykorzystać w drodze do wspólnego sukcesu. Dla moich klientów słowa takie jak motywacja, potencjał osobisty, rozwój zaczynają nabierać znaczenia, kiedy we współpracy ze mną uświadamiają sobie, jak wymierny może być efekt ich starań, gdy potrafią zarządzać własnymi naturalnymi umiejętnościami. To największa satysfakcja w mojej pracy być świadkiem zmian, które czynią człowieka szczęśliwszym. Dlaczego tu jestem? Magazyn Zmiany w Życiu to realizacja moich marzeń. Stworzyłam to miejsce aby pomagać innym w znalezieniu drogi do siebie i do prawdziwej radości z życia. Ludzie, których poznałam w procesie przygotowań i realizacji projektu tylko utwierdzili mnie w przekonaniu, że to właściwa droga. Dziękuję Wszystkim za wsparcie. Z czego jestem dumna w moim życiu: Jestem wierna swoim zasadom Nigdy nie zrobiłam niczego wbrew sobie dla korzyści. Wszystkie decyzje w moim życiu były podyktowane sercem. Efekt jest cudowny, mogę powiedzieć z pełną satysfakcją, że niczego nie żałuję i wszystko w życiu zrobiłabym tak samo. Moje słabości: Niecierpliwość i coraz gorzej znoszę poranne wstawanie. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: perfumy Cerruti 1881 różowe, pierwszą butelkę kupiłam za większą część mojego wynagrodzenia i do dziś pamiętam uczucie radości, jakie mi towarzyszyło przy zakupie. Od tamtej pory zawsze mam je na półce, nawet patrząc na butelkę uczucie powraca. Do tego płyta Yanni i jego „One man's dream”. Największa zmiana w moim życiu: Moje życie to ciągłe poszukiwania i zmiany. Największe i najtrudniejsze miały miejsce w 2012 roku. Przestałam się uśmiechać i w głębi duszy czułam, że powinnam być w innym miejscu. Dlatego w jednym momencie zdecydowałam się zostawić ówczesną rzeczywistość i znaleźć nową drogę na każdej płaszczyźnie. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here