Prowadzisz „Sztukę Żywienia”. Skąd pomysł właśnie na taką nazwę? Czy jedzenie wg. Ciebie to sztuka?

Pomysł na nazwę zrodził się kiedy odkryłem, że sama teoria, którą czerpiemy z badań naukowych, nie wystarcza, żeby pomagać ludziom w poprawie zdrowia, sylwetki i sprawności. Nieważne jak zawile brzmiałaby teoria – skuteczna jest dopiero w praktyce. Życie natomiast ma swoją dynamikę, nie jest prostą sumą liczb i nie podlega tym samym prawom co laboratorium naukowe. Sztuką jest zastosowanie prawdziwych informacji w codziennym życiu.

Do tej pory specjaliści zajmowali się głównie tworzeniem i powtarzaniem teorii. Stąd tyle różnych diet i sprzecznych koncepcji żywieniowych. Nazwałbym to martwą wiedzą, ponieważ niewielu osobom udało się dzięki temu dokonać trwałych, konkretnych zmian. Na szczęście takie zmiany można osiągnąć dzięki systemowemu działaniu, czyli wkomponowaniu skutecznych nawyków w twój styl życia i indywidualną fizjologię.

 Zastanawiałam się w ogóle nad umiejętnością doboru ilości posiłków, tego co jemy, co kupujemy. Stwierdzam, że zbyt mało uwagi poświęcamy odżywianiu i jego wpływowi na nasze samopoczucie. Czy zwrócenie na to uwagi, nie traktowanie żywienia tylko jako „zapychania żołądka” jest dobrym krokiem?

Tak, to dobry krok, ale nie jest ani prosty, ani wystarczający. Zgłaszają się do mnie osoby, które do tej pory w ogóle nie zwracały uwagi na to, co jedzą, jak i takie, które stanęłyby ze mną w finale programu „Jeden z dziesięciu” na temat odżywiania (o ile taki by istniał). Pomimo wcześniejszych wysiłków nie miały upragnionego zdrowia, ciała i sprawności.

A powiedz mi, jaki jest Twój stosunek do odżywiania? Czy dobrze domyślam się, że jesteś osobą, która potrafi pracować całe dnie prawie bez jedzenia, zapominać o swoich potrzebach?

Tak, bywa, że np. o 17 przypominam sobie, że nic nie jadłam.

Widzisz, w Twoim przypadku jest to dość naturalne, uwarunkowane Twoim biotypem. Prawdopodobnie jest tak, że możesz sprawnie funkcjonować jedząc 1-2 posiłki dziennie, szczególnie jeśli angażujesz się w pracę, a pożywienie ma być dla Ciebie w miarę smacznym „paliwem”.

Istnieją dwa skrajne podejścia do jedzenia. Pierwsze to traktowanie pożywienia jako czystego „paliwa” właśnie, narzędzia do zmiany sylwetki lub zaspokojenia swoich potrzeb czy żądz, co możemy nazwać „zapychaniem żołądka” – o czym wspomniałaś. Druga postawa to poszukiwanie w jedzeniu czegoś więcej: smaków, zapachów, relacji z otoczeniem, okazji do celebracji, przyjemności, relaksu, czyli wszystkiego, co łączymy z psychiką, kulturą, tradycją, religią itd. Oba podejścia mają swoje miejsce i czas. Pierwsze sprawdza się przez krótki czas, dla specyficznej grupy osób, np. o sportowym podejściu, ale nie działa na dłuższą metę. By cieszyć się zdrowiem, sylwetką i sprawnością na długie lata, potrzebujemy dostrzegać też te pozostałe elementy.

Dużą część swojej działalności prowadzicie online. Macie wielu zadowolonych użytkowników. Ja jestem sceptyczna, bo z jednej strony bardzo dużo pracy wykonuje klient sam, a z drugiej strony ma taki nadzór „Sztuki Żywienia”… Czyli na czym polega Wasza działalność? Dlaczego przyjść do Was, a nie tam, gdzie wszystko jest podane na tacy?

Systematycznie dajemy konkretne informacje np. na temat optymalnej dla Ciebie ilości białka, tłuszczów i węglowodanów oraz tego, jakie suplementy będą pomocne (jeśli w ogóle). Jednocześnie prowadzimy coaching, czyli te rekomendacje formułujemy wspólnie z klientem w codzienne nawyki i strategie, wplatamy w cykl życia. Dla przykładu, większość osób nie wie, co robić, gdy zmieniają się warunki, choćby pod wpływem stresu, dużej ilości pracy, w czasie sesji na studiach, w podróży służbowej, na wakacjach czy nawet w momencie ważnych życiowych zmian. Uczymy, jak w takich sytuacjach utrzymać swoje skuteczne nawyki. Gotowa dieta „na kartce” to rzecz statyczna. Sztywne plany zakładające, np. określoną ilość kalorii pomijają nawyki, styl życia oraz dynamikę organizmu, jego zmienne reakcje na pożywienie. Nie jest możliwe, by raz rozpisany sztywny plan żywieniowy spełniał swoje zadanie w każdej życiowej sytuacji, przez kolejne lata.

No właśnie, ja odniosłam takie wrażenie, że jakby kpisz sobie z terminu „dieta”.

Wiesz, nie lubię używać słowa „dieta”, ponieważ współcześnie zniekształcone zostało jego pierwotne znacznie, czyli z greki „sposób życia”. Dieta stała się ważnym elementem kultury, zaraz po polityce i religii. Dawniej jedliśmy to, co było dostępne i przez doświadczenie uczyliśmy się, jaki pokarm i sposób jego przygotowania jest dla nas najlepszy. Dożyliśmy czasów, w których nauka rozkłada żywienie na czynniki pierwsze, a rynek tworzy z niego produkt i modę. O diecie się mówi, na różnych dietach się bywa, ale niczego to nie zmienia. Znam wiele osób, które przeczytały mnóstwo książek o żywieniu czy nawet skończyły studia po to, by schudnąć.

Trochę na zasadzie, że szewc w dziurawych butach chodzi…

Naprawdę, nadmiar informacji może wstrzymywać przed działaniem. Nie potrzebujemy pochłaniać kolejnych informacji ani wywracać swojego życia do góry nogami. Wystarczy znaleźć najsłabszy punkt (np. w jadłospisie, nawykach), potem wprowadzić najmniejszą możliwą ilość zmian i po jakimś czasie, np. 6 tygodniach zweryfikować. Jeśli widzimy pozytywne rezultaty, nawyk zostaje. Jeśli nie, trzeba wprowadzić inny i wciąż weryfikować działania. W ten sposób możemy zbudować najlepszy dla siebie plan.

Skoro nie dieta, to jakimi regułami się kierować?

Proponuję zacząć od 10 zasad „Sztuki Żywienia”, wprowadzać je pojedynczo, krok po kroku. To rozwiązania podparte nauką i praktyką, poddane próbie czasu, sformułowane jako proste nawyki, które możesz zastosować w codzienności. To nie są zerojedynkowe przykazania, tylko fundament, od którego zaczynamy.

Kiedy wśród tych zasad widzę „Pokochaj tłuszcze”, to zastanawiam się, jak to się ma do „Nie mam cellulitu”.

Tłuszcze są piękne! Nasz mózg w 60% składa się z tłuszczu. Tłuszcz znajdziemy nawet w tkance kostnej. Tłuszcze jako składnik żywieniowy nie zwiększają cellulitu. Za to dzięki odpowiedniej ich kompozycji w jadłospisie możemy spalać zbędny tłuszcz, poprawić wygląd skóry, w tym zmniejszyć widoczność tzw. skórki pomarańczowej, regulować ilość neurotransmiterów, co wpłynie pozytywnie na pamięć i koncentrację. A to tylko kilka przykładowych korzyści z jedzenia tych strasznych tłuszczów.

Wyróżnikiem tego, co robisz jest holistyczne spojrzenie na człowieka. Z jednej strony nie jesteś coachem z tej definicji coacha, która funkcjonuje, a z drugiej strony Twoje podejście jest bardzo coachingowe, bo patrzysz na człowieka całościowo, przede wszystkim zwracasz uwagę na nawyki, zaczynasz od psychiki.

Ponieważ psychika i fizjologia są jak naczynia połączone. Wpłyń na fizjologię, w tym hormony, a wpłyniesz na psychikę, zmienią się twoje myśli i zachowania. I odwrotnie. Modyfikując swój sposób myślenia i działania wpłyniesz na fizjologię, a w rezultacie na wygląd. Dlatego jedna część pracy to biotypowanie, czyli dostosowanie składników odżywczych do twojej fizjologii, potrzeb, celów, możliwości. Ale jednocześnie trzeba zająć się praktyką i psychiką. Jemy żywność, a nie kalorie, białka, tłuszcze i węglowodany. Potrzebujemy pójść na zakupy, przygotować posiłki, wiedzieć, kiedy je jeść. Niezbędna jest też wiedza, jak sobie radzić w sytuacjach społecznych, kiedy inni jedzą zupełnie inaczej. Ważne jest też samo podejście do zmiany sposobu odżywiania, w zasadzie do wszelkiej zmiany.

Zrzucenie kilogramów znajduje się w pierwszej piątce postanowień noworocznych przeciętnego Polaka. Niestety w większości przypadków te postanowienia pozostają tylko w sferze postanowień.

Niestety. I to się powtarza rok w rok. Postanowienia noworoczne to nie do końca uświadomiony nieskuteczny nawyk. Budujemy gigantyczny plan, chcemy wprowadzić milion zmian na raz. Od jutra jem 5 idealnie skomponowanych posiłków, codziennie chodzę na siłownię, nie piję alkoholu, nie jem słodyczy i tak dalej. W 95% to gotowa recepta na porażkę. Jeżeli rozłożymy ten wielki plan na czynniki pierwsze i po kolei zaczniemy wprowadzać te pojedyncze elementy od dzisiaj, od zaraz, to jesteśmy w stanie dokonać zmian na całe życie. Biorąc na raz mniej niż myślisz, że jesteś w stanie zrobić, osiągasz to, co wydawało się niemożliwe.

To jak metoda Kaizen. Zaczynam od małych kroków.

Tak. Tylko metoda małych kroków powszechnie kojarzy się z przeciętnością, a my chcemy maksymalnie wykorzystać swój genetyczny potencjał. Nazywam to laserową precyzją. Znajdujesz najsłabszy punkt i precyzyjnie uderzasz w niego tą małą zmianą. Na początku to może być coś prostego. Może inne śniadanie? Pierwsze świadome zakupy? 15 minut intensywnych ćwiczeń? Coś małego, co do czego mamy stuprocentową pewność, że to zrobimy i, co więcej, będziemy w stanie powtarzać.

Czyli tutaj wracamy rzeczywiście do postaw coachingu, że cel jest realny.

Zgadza się. A w tym wypadku skupiamy się na codziennych zachowaniach, nie na celach. Cele wyznaczamy na początku i chowamy głęboko do szuflady. Chodzi o to, żeby koncentrować się na codziennych zachowaniach, nie na ostatecznych wynikach.

To w takim razie może jedna cenna, złota myśl. Od czego zacząć zmianę?

Ile ludzi, tyle potrzeb. Przedstawić jedną rzecz to trudne zadanie, ale spróbuję. Wraz ze zmianą zdrowia, sylwetki i sprawności zmienia się nasze życie, a ono oparte jest na wartościach. Zacznijmy od ich redefinicji. Ludzie zmieniają swoje zachowania i styl życia z wielu powodów. Niektórzy robią to, bo sposób w jaki żyją nie sprawia im dostatecznej radości. Niektórzy pod wpływem jakiś „sił zewnętrznych”. Jeszcze inni dlatego, że ich sposób życia nie odpowiada temu, kim się czują. W każdej sytuacji wartości stanowią klucz do zmiany. Zobaczmy, co nas tak naprawdę motywuje? Czy lepsze zdrowie, szczuplejsze ciało, sprawność na co dzień jak i w sporcie są dla nas bardziej istotne niż dotychczasowy sposób żywienia i spędzania czasu? Określ, kim chcesz być i jak żyć, a rozpoczniesz swoją podróż ku skutecznej zmianie.

Rozmawiała: Anna Węgrzyn

Jeśli jesteś zainteresowany zmianą, już dziś umów się z Tomaszem Bończą-Tomaszewskim w Centrum Zmiany w Życiu!
Zadzwoń pod numer 692-803-888 i zacznij zmieniać swoje życie już TERAZ! Zapraszamy! 

Poprzedni artykułCo powinno skłonić nas do zmiany pracy?
Następny artykułNawyk sukcesu
JEŚLI POTRZEBUJESZ: - wydobycia swojego potencjału zawodowego, - pomocy w budowaniu wizerunku swojego i firmy, - wsparcia w procesie zmiany pracy, - wsparcia w procesie zmiany swojego życia na lepsze, NIE CZEKAJ! SKONTAKTUJ SIE JUŻ DZIŚ! biuro@annova.pl Kim jestem i co robię: Z wykształcenia prawnik, z doświadczenia księgowa, dyr. HR, sprzedaży i marketingu, z powołania i zamiłowania coach International Coaching Community. Jako coach pomagam firmom, ich pracownikom a także indywidualnym klientom wydobyć wszystkie najlepsze cechy z siebie i innych, by móc je wykorzystać w drodze do wspólnego sukcesu. Dla moich klientów słowa takie jak motywacja, potencjał osobisty, rozwój zaczynają nabierać znaczenia, kiedy we współpracy ze mną uświadamiają sobie, jak wymierny może być efekt ich starań, gdy potrafią zarządzać własnymi naturalnymi umiejętnościami. To największa satysfakcja w mojej pracy być świadkiem zmian, które czynią człowieka szczęśliwszym. Dlaczego tu jestem? Magazyn Zmiany w Życiu to realizacja moich marzeń. Stworzyłam to miejsce aby pomagać innym w znalezieniu drogi do siebie i do prawdziwej radości z życia. Ludzie, których poznałam w procesie przygotowań i realizacji projektu tylko utwierdzili mnie w przekonaniu, że to właściwa droga. Dziękuję Wszystkim za wsparcie. Z czego jestem dumna w moim życiu: Jestem wierna swoim zasadom Nigdy nie zrobiłam niczego wbrew sobie dla korzyści. Wszystkie decyzje w moim życiu były podyktowane sercem. Efekt jest cudowny, mogę powiedzieć z pełną satysfakcją, że niczego nie żałuję i wszystko w życiu zrobiłabym tak samo. Moje słabości: Niecierpliwość i coraz gorzej znoszę poranne wstawanie. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: perfumy Cerruti 1881 różowe, pierwszą butelkę kupiłam za większą część mojego wynagrodzenia i do dziś pamiętam uczucie radości, jakie mi towarzyszyło przy zakupie. Od tamtej pory zawsze mam je na półce, nawet patrząc na butelkę uczucie powraca. Do tego płyta Yanni i jego „One man's dream”. Największa zmiana w moim życiu: Moje życie to ciągłe poszukiwania i zmiany. Największe i najtrudniejsze miały miejsce w 2012 roku. Przestałam się uśmiechać i w głębi duszy czułam, że powinnam być w innym miejscu. Dlatego w jednym momencie zdecydowałam się zostawić ówczesną rzeczywistość i znaleźć nową drogę na każdej płaszczyźnie. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here