W „Dniu Świra” jest taka scena, chyba jedna z ostatnich, kiedy mieszkańcy pewnego bloku wychodzą wieczorem na balkon i tak oto się „modlą”: 

„Gdy wieczorne zgasną zorze,

Zanim głowę do snu złożę, 

Modlitwę moją zanoszę Bogu Ojcu i Synowi. 

„Dopi….lcie sąsiadowi! 

Dla siebie o nic nie wnoszę, 

Tylko mu dosrajcie proszę.” 

Dalej 

„Żeby mu okradli garaż, 

Żeby go zdradzała stara, 

Żeby mu spalili sklep…” 

To przykład czystej zawiści w wersji komediowej. Niestety nie jest mi do śmiechu, kiedy sobie przypominam tę scenę. Skłania mnie ona raczej bardziej ku refleksji, niż śmiechu. Skąd zatem bierze się zawiść w codziennym życiu?

Główny mechanizm opiera się na porównaniach. Obserwuję kogoś i zestawiam to co osiągnął, to co ma z moim stanem posiadania. Jeżeli dodamy do tego zaniżone poczucie własnej wartości, mamy efekt w postaci zawiści. Później pojawia się silne uczucie dyskomfortu w związku ze stenem posiadania i osiągnięciami innej osoby. Kolejną fazą jest życzenie, aby ten ktoś stracił to co ma, skoro ja tego nie mam. Bardzo destruktywne uczucie, ale głównie dla kogoś, kto tego doświadcza. Zawiść jest często mylona z zazdrością, którą częściej łączymy z miłością. Obawiamy się utraty kogoś z kim jesteśmy związani. Zazdrość może także dotyczyć przedmiotów materialnych, statusu oraz osiągnięć. Możemy zazdrościć innym tego co mają, czyli pożądać tego samego. W takich sytuacjach zazdrość bywa motywująca. Będąc z kolei zawistnymi pragniemy, aby druga osoba straciła to co ma, osiągnęła, zdobyła, niezależnie od naszego stanu posiadania. Godzimy się, żeby tego nie mieć, ale niech ona/on też to straci.  

Chyba łatwiej przyznać samemu przed sobą, że czujemy zazdrość. Może to wynikać z faktu, iż zawiści wiąże się z pragnieniem wyrządzenia komuś szkody. Zazdrość traktujemy jako nieco łagodniejsze uczucie, dlatego łatwiej nam je zaakceptować u siebie. Odczuwając zawiść krzywdzimy wyłącznie samych siebie, ponieważ to uczucie ma dużą moc, ale skierowane jest tylko do wewnątrz. Można powiedzieć, że „wypala” nas od środka.  

Jak możemy poradzić sobie z zawiścią? 

Każde z uczuć jest ważne i pełni istotną rolę w naszym życiu. Choć może trudno w to uwierzyć, nawet nieprzyjemne uczucia pojawiają się w jakimś konkretnym celu. Warto poświęcić czas na odkrycie tych powodów. W pierwszym kroku należy uświadomić sobie co konkretnie czujemy. Dotyczy to jak już wspomniałem wszystkich emocji, a nie tylko zawiści czy zazdrości. W kolejnym kroku, co może być nieco trudniejsze, warto zaakceptować to uczucie. Skoro się pojawiło i pełni jakąś funkcję, to akceptacja jest niezbędna, żeby odczytać przesłanie, które ze sobą niesie. Brak akceptacji prowadzi często do wyparcia własnych uczuć, a wtedy mogą wrócić ze zdwojoną mocą w nieoczekiwanym momencie naszego życia. Postaraj się zrozumieć z czego wynika to, co czujesz. Dzięki temu możesz dowiedzieć się czegoś więcej o sobie. Na przykład tego, że (za)często porównujesz się z innymi, a to prosta droga do odczuwania nieprzyjemnych emocji, zwanych często niesłusznie „negatywnymi”. Szczególnie, kiedy zgodnie z tylko sobie znanymi kryteriami wypadasz „gorzej”. Warto włożyć nieco wysiłku w pracę nad nieocenianiem innych ludzi, a bardziej koncentrować się na akceptacji. Kiedy pojawią się oceniające myśli, uświadom je sobie i zastosuj jakieś szybkie narzędzie zmieniające postawę. Może to być na przykład ho’oponopono. Jest to tradycyjna hawajska praktyka pojednania i wybaczania. Podobne praktyki znajdujemy także w innych kulturach. W najprostszej formie jest to powtórzenie z dobrą intencją w myślach czterech zdań: Kocham Cię, dziękuję Ci, wybacz mi proszę, przepraszam. Możesz skierować te zdania do tej osoby lub do siebie samej/samego, a także możesz wypowiedzieć je bez odnoszenia się do konkretnego adresata. 

W końcu, jedna z najważniejszych rzeczy: znajdź skuteczny sposób na uwierzenie w siebie! Zwiększ akceptację swoich słabości, znajdź więcej mocnych stron i je doceń. Możesz także skorzystać z wsparcia psychoterapeuty lub coacha. 

Warto potraktować zawiść, jeśli ją czasami odczuwasz, jako impuls do głębszej pracy nad sobą.

Poprzedni artykułWyłącz autopilota – włącz uważność!
Następny artykuł„Moja kariera utknęła w miejscu, co robić?” Znacie to?
Kim jestem i co robię: Jestem coachem i trenerem (International Coaching Community) w obszarze własnego życia, twórcą. Jeszcze nie w pełni świadomym, ale ciągle nad tym pracującym. Jako coach i trener, tworzę możliwie przyjazne warunki do wprowadzania zmian dla moich klientów i uczestników szkoleń. Na co dzień spełniam się jako mąż i ojciec. Dlaczego tu jestem?  Mam ambiwalentny stosunek do zmian, jednocześnie ich pragnąc i w jakimś stopniu unikając. To fascynujący proces, w którym każdy z nas jest permanentnie zanurzony. Dlatego jestem w tym miejscu. To jeszcze jeden sposób na oswajanie tego co nieuniknione, czyli zmiany. Ponieważ na co dzień, zawodowo stykam się z różnego rodzaju transformacjami, to miejsce jest doskonałe do podzielenia się własnymi obserwacjami. Z czego jestem dumny w moim życiu: Dumny jestem z tego, ile zmian wprowadziłem w swoim życiu, mimo początkowych obaw, ale też, z ilu z nich zrezygnowałem, mimo ich pierwotnej atrakcyjności. Moje słabości: Największą słabością jest chyba czasowa skłonność do dryfowania przez życie, ale z drugiej strony jakże przyjemną. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Koncentracja na tu i teraz. Nie odkryłem jak na razie nic skuteczniejszego. Największa zmiana w moim życiu: Są dwie największe zmiany w moim życiu, które nastąpiły w 2006 i 2008 roku, jedna ma na imię Maria, a druga Rozalia. Uczą mnie na co dzień bardzo wielu pożytecznych rzeczy. Miejscowość: Warszawa, Łódź tel: 502-43-83-94  www.rafalnykiel.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here