Większość osób, którym mówię, że wyjeżdżam gdzieś sama, nawet na krótko, wyraża głębokie zdumienie – „chce ci się samej?”, „to bez sensu tak bez nikogo”, „ja nie umiałbym cieszyć się tym co widzę, nie mogąc z kimś dzielić tej chwili”, „przecież nieważne gdzie, ważne z kim, zapomniałaś?”, „co to za przyjemność, włóczyć się i nie mieć nawet do kogo otworzyć ust”. Czasem ktoś się zdziwi, ale z lekką nutą uznania „ja to bym się bała, jesteś odważna!”.

Jakoś się utarło, że jeśli ktoś robi coś samotnie, to znaczy, że jest nieszczęśliwy, zdesperowany i godny współczucia – czy to siedząc samemu w ciemnym kinie, czy wyjeżdżając poza miejsce stałego zamieszkania. Bo wszystko powinno się robić przynajmniej we dwójkę. Razem. W grupie. Bo wtedy jest głośniej, bo można porozmawiać, pośmiać się, a później będzie co wspominać. Podróż samemu to cisza. To zmierzenie się z własnymi przemyśleniami, dialog wewnętrzny.

Coraz częściej próbujemy zagłuszyć to, co dzieje się w nas – pracą, używkami, ciągle grającym w tle telewizorem. Mówieniem bez przerwy, szybko i nerwowo. Boimy się ciszy. Boimy się tego, co moglibyśmy usłyszeć. Może się okazać, że czegoś nam brakuje, że za czymś tęsknimy, że nasze codzienne życie wcale nie jest takie, o jakim marzyliśmy. Wtedy trzeba będzie się zmierzyć z nową rzeczywistością, a to wymaga wysiłku, więc niech lepiej będzie tak, jak jest, w końcu nie jest najgorzej. Lubię jeździć sama. Nie zawsze, ale przynajmniej raz do roku. To jest ten czas tylko dla mnie, gdy słucham siebie. Będąc z kimś, często skupiamy się na naszej relacji, nie zauważając co się dzieje dookoła – samotna podróż pozwala wyostrzyć zmysły, skupić się na zapachach, smakach, widokach. Już na lotnisku zaczynam obserwować ludzi, intensywniej odbierać zewnętrzne bodźce. Jestem zmuszona do nawiązania kontaktu w hotelu, w kawiarni czy na ulicy. Jestem zdana na siebie, to w dużej mierze od moich decyzji zależy powodzenie lub niepowodzenie wyjazdu. Brak towarzysza nie przeszkadza mi w podziwianiu zachodu słońca, kosztowaniu lokalnych przysmaków, cieszeniu się chwilą. Lubię przebywać sama ze sobą, by potem wrócić co znanej mi codzienności i bliskich ludzi. 

fot. Agnieszka Kuczyńska

Poprzedni artykułCo powinno skłonić nas do zmiany pracy?
Następny artykułNawyk sukcesu
Kim jestem i co robię: Miłośniczką Portugalii, która nie umie usiedzieć w miejscu. Pracuję na etacie, a każdą wolną chwilę wykorzystuję na podróże, prowadzenie bloga cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com  z relacjami z wyjazdów i zachęcanie ludzi do poznawania Europy. Marzę, planuję, realizuję. Dlaczego tu jestem? Bo wierzę, że życie jest podróżą a sama droga jest ważniejsza niż cel. Uważam, że stale musimy się rozwijać. Chcę pisać o pięknych miejscach, ale też ludziach spotkanych w podróży, smakach świata i o tym, że nasze życie zależy od podejmowanych przez nas każdego dnia małych decyzji. Z czego jestem dumna w moim życiu? Z kilku pięknych marzeń chorych dzieci, które udało mi się spełnić, ponieważ przebywając z nimi zrozumiałam, co jest naprawdę ważne. A także z tego, że mam odwagę mówić na głos, czego od życia chcę a czego nie. Moje słabości: słomiany zapał w wielu kwestiach i ciągle kiepska organizacja czasu. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: dobry film, długie spacery i szukanie tanich biletów lotniczych  Największa zmiana w moim życiu: Ciągle coś zmieniam i modyfikuję, szukając własnej drogi. Nie umiem wskazać tej największej. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here