W dzisiejszych czasach nikogo nie dziwi już fakt, że musimy odpoczywać, regenerować się i ładować baterie. Presja czasu, nadmiar zadań, zmiany w otoczeniu, za którymi musimy nadążyć, niechciane zobowiązania, perfekcjonizm, oczekiwania innych, konflikty, kredyty, brak pieniędzy, styl życia… Lista winowajców, wywołujących codziennie napięcie i stres, jest długa i… wciąż rośnie. Postawa „muszę dać radę” coraz częściej spotyka się z przeciwstawnym sygnałem organizmu: „nie daję rady, pomóż mi”.

Psychologia nie wymyśliła skuteczniejszych sposobów na regenerację po wysiłku psychicznym niż sen, aktywność fizyczna oraz dostarczanie sobie pozytywnych wrażeń (czyli robienie tego, co – krótko mówiąc – sprawia nam przyjemność). I na tym w zasadzie można byłoby zakończyć. Niestety, wydaje się, że w świecie tak przepełnionym bodźcami i informacjami zatraciliśmy umiejętność zdrowego odpoczynku. Tych prostych rzeczy – takich jak wyciszanie myśli i emocji – uczymy się na nowo.

Zaglądam do Wikipedii. „Relaks to stan fizycznego i psychicznego odprężenia. Może być osiągany w procesie relaksacji”. W tej definicji podkreśliłabym, że jest to „stan” osiągany w „procesie”. Dobra wiadomość jest taka, że możemy przetestować różne metody i wybrać takie, które w tym procesie zarówno nam służą, jak i sprawiają przyjemność. Regenerację organizmu wspomagają odkrycia neurobiologii, biochemii i medycyny. Wśród nich są no gravity, biofeedback i floating – skuteczne metody eliminowania skutków codziennego i długotrwałego stresu.

Testując metody relaksacji, jakiś czas temu przeszłam trening biofeedback, polegający na wprowadzaniu umysłu w fale theta. Te fale mózgowe – o częstotliwości 4-7 Hz – są charakterystyczne dla stanu głębokiej relaksacji, takiej, jaka pojawia się tuż przed zaśnięciem lub w stanach medytacji. Trening wspiera stan odprężenia i korzystnie wpływa na pracę wszystkich zintegrowanych w ciele układów (nerwowego, oddechowego, trawiennego i krwionośnego).

Wiedziona dalej ciekawością i chęcią doświadczenia stanu no gravity, zawędrowałam do… kabiny derywacyjnej. I tym doświadczeniem chcę się dzisiaj z Wami podzielić.

Floating, Float Rest, pobyt w kabinie deprywacyjnej, relaks w komorze z izolacją sensoryczną – pod takimi hasłami kryje się terapia ograniczonej stymulacji środowiskowej. W praktyce oznacza to brak bodźców z zewnątrz. To także doświadczenie no gravity i lewitowania, bowiem żadna część ciała z niczym się nie styka, na niczym nie opiera. Ciało unosi się (dosłownie dryfując) na ciepłej, słonej wodzie. Stawarza to mięśniom wyjątkową okazję do odprężenia i głębokiej regeneracji.

Podczas standardowej sesji pierwsze 15 minut wypełnia relaksacyjna muzyka, potem – na kolejne 45 długich minut – zapada cisza. Jest cicho, nawet bardzo (także za sprawą specjalnych zatyczek do uszu). Dźwięk wody w tak wyizolowanym pomieszczeniu przywołuje w mojej pamięci scenę z filmu i odgłos spadającej w ciszy pojedynczej kropli czyjegoś potu.

W kabinie panuje nieprzenikniona ciemność. Można jednak zdecydować się na przebywanie w półmroku, zostawiając delikatne punktowe światło (przyznam się, że tak właśnie zrobiłam).

Jakie wrażenia odniosłam podczas seansu? Przede wszystkim towarzyszyło mi bardzo wyraźne poczucie bycia sam na sam tylko ze sobą. Brak bodźców pozwala na obserwację własnych myśli i tego, jaki wpływ mają na emocje. Myśl „w tej kabinie jest za ciepło” natychmiast uruchomiła niepokój. Z kolei myśl „w każdej chwili mogę stąd wyjść, ale po co?” przyniosła mi spokój. Wchodząc do komory miałam poczucie, że 60 minut to bardzo długo i zastanawiałam się, jak ja to przeżyję. Chociaż nie należę do osób z nadmierną potrzebą kontroli, całkowite odprężenie poczułam dopiero na koniec seansu. Przestałam wówczas kontrolować i „wspierać” ciało, poczułam także, że moja twarz jest rozluźniona i bez napięcia.

Wyszłam z kabiny w lekkim oszołomieniu, związanym ze stanem wyciszenia. Miałam wrażenie, że trochę wolniej mówię i wolniej się poruszam. Pomimo świadomości, że jest jeszcze tyle rzeczy dziś do zrobienia, a rzeczywistość wokół wymaga działania, byłam spokojna i ufna. Zyskałam wyciszenie, spokój, dystans do rzeczywistości i kłopotów. Dodatkowo, skóra po soli Epsom (sól z siarczanem magnezu) stała się gładka, a twarz wypoczęta. Przypomniałam sobie, że podobne samopoczucie miewam po masażu relaksacyjnym.

Według Zdzisława Sybilskiego z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, po 40 minutowym seansie izolacji sensorycznej poziom kortyzolu (hormonu produkowanego w stresie przez przysadkę mózgową) obniża się jak podczas 4-6 godzinnego snu. Oprócz redukcji stresu możecie spodziewać się regeneracji po wysiłku, uspokojenia umysłu, poprawy koncentracji, złagodzenia bólu, wspomagania procesów rehabilitacji, zwiększenia kreatywności i poprawy jakości snu.

Na koniec osobista rekomendacja. Pobyt w kabinie polecam przede wszystkim tym, którzy chcą się zatrzymać, szukają sposobu wyciszenia i odprężenia, żyją pod presją czasu i zadań oraz są obciążeni nadmiernymi oczekiwaniami, własnymi i tymi z zewnątrz.

Pobytu w kabinie nie polecam zaś osobom cierpiącym na klaustrofobię (kabina jest dość obszerna, mimo to można poczuć się w niej nieswojo), osobom leczącym się na choroby serca, ze stanami lękowymi i napadami paniki w sytuacjach braku kontroli oraz tym, którzy boją się ciemności.

Powodzenia w Waszych treningach relaksacyjnych!

Poprzedni artykułZatańcz ze sobą w 5 rytmach
Następny artykułBądź gotów na zmiany!
SPOTKAJ SIĘ ZE MNĄ, JEŚLI: Jesteś w procesie zmian i potrzebujesz efektywnego wsparcia opartego na empatycznej relacji Chcesz zwiększyć efektywność pracy swojej lub zespołu Potrzebujesz wsparcia w znalezieniu rozwiązań w trudnej lub kryzysowej sytuacji Jesteś coachem i szukasz profesjonalnych narzędzi coachingowych Kim jestem i co robię: Jestem praktykiem biznesu z długoletnim doświadczeniem menedżera zarządzającego, dyplomowanym psychologiem, dyplomowanym coachem, posiadam także  akredytację coacha kryzysowego. Pomagam w podjęciu optymalnych decyzji zawodowych i dokonaniu istotnych zmian oraz w opracowaniu nowych skutecznych strategii w sytuacjach kryzysu. Jestem także autorką pakietów narzędzi coachingowych, wspierających pracę coacha.  Oferuję współpracę w zakresie procesów coachingowych. Moimi Klientami są menedżerowie liniowi i zarządzający, przedsiębiorcy, firmy rodzinne i właściciele strat-up’ów. Z Klientem biznesowym poszukującym nowych rozwiązań dla swojego biznesu pracuję m.in. w oparciu o Model Biznesowy YOU. Wspieram także Klientów w trudnych sytuacjach (np. wypalenie zawodowe, kryzysy sytuacyjne).  Dlaczego tu jestem: Jestem tu, ponieważ wierzę, że nic nie dzieje się przypadkiem, a jedyne co pewne to zmiana. Z czego jestem dumna w moim życiu: Najbardziej jestem dumna z moich dzieci oraz z tego, że pewnego razu udało mi się zatrzymać, aby zmierzyć się z „tęsknotą za pełnią”. Moje słabości: ciasto drożdżowe :)  Mój sprawdzony sposób na zły humor: Zakładam buty i biegnę do lasu. Po godzinie biegania jestem bogatsza o endorfiny i  odzyskuję jasność myślenia. Największa zmiana w moim życiu: Najważniejszą zmianę w moim życiu zafundowały mi moje dzieci. Druga zmiana wiąże się ze odejściem z korporacji i rozwijaniem własnej firmy. Jedno i drugie wciąż uczy mnie odwagi, wdzięczności i pokory.  Miejscowość i numer kontaktowy: Trójmiasto, +48 535 265 675 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here