Pewnie każdy z Was zna powiedzenie, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”. Kiedy rozejrzymy się wokół siebie i posłuchamy historii różnych ludzi, możemy dojść do wniosku, że jest w nim trochę prawdy. Jednak według mnie bardziej prawdziwe byłoby powiedzenie: „z rodziną najłatwiej wychodzi się na zdjęciu”. Wystarczy kilka sekund, uśmiech na twarzy (nie zawsze prawdziwy i szczery) i już mamy wspaniałą rodzinną pamiątkę. Każdy, kto ją ogląda, może tylko pozazdrościć tak wspaniałej rodziny, w której wszyscy są uśmiechnięci, szczęśliwi, a w dodatku mają to szczęście za darmo.

Jak każde relacje, także te rodzinne wymagają pracy – niejednokrotnie bardzo ciężkiej. Trzeba uczyć się komunikacji, współpracy, kompromisów, zaufania, wiary w inne osoby, tolerancji i umiejętności nieoceniania. Choć wydaje się to oczywiste w teorii, w praktyce nie jest takie proste. Życie układa się różnie, jeden ma z górki, drugi ciągle pod. Bardzo często porównujemy się z innymi i jeśli wynik działa na naszą niekorzyść, to czasami w rozmowie z innymi trochę koloryzujemy, przeinaczamy fakty – wszystko po to, żeby nie wypaść słabo podczas kolejnego rodzinnego spotkania. Te małe kłamstewka potrafią bardzo szybko rosnąć. Inni już pewnie zauważyli, że nasze opowieści są coraz bardziej niespójne, no ale co tu zrobić? Przyznać się do kłamstwa? A może uparcie podtrzymywać prawdziwość swoich słów?

Myślę, że lepszym rozwiązaniem jest rozmowa i wyjaśnienie sytuacji. Jeśli tego nie zrobimy, każde spotkanie rodzinne będzie się dla nas wiązało z ogromnym stresem. Będziemy musieli stale kontrolować każde słowo, żeby nie pomylić faktów, żeby to, co dzieje się u nas obecnie, było zgodne z tym, co wcześniej mówiliśmy na nasz temat. Wynikiem takiej sytuacji może być stopniowe wycofywanie się z kontaktów rodzinnych, unikanie spotkań itd.

Jak powiedzieć rodzinie, że to, co o sobie mówiliśmy, to tylko życzeniowa wizja naszego życia? Święta Bożego Narodzenia to piękny czas, który większość z nas spędza z rodziną – i to nie tylko z rodzicami, współmałżonkiem czy dziećmi, ale także z dalszymi jej członkami. Świąteczny czas budzi w nas niezwykłe emocje, wystarczy włączyć radio – nawet nie znając żadnego języka obcego będziemy pewni, że ta czy inna piosenka to utwór świąteczny. Święta to doskonały czas, aby usiąść i po prostu porozmawiać. Nikt nigdzie się nie śpieszy, czas płynie jakby wolniej. Warto wyjaśnić sobie pewne sytuacje, powiedzieć o tym, co się wtedy czuło. Rozmowa bez nadmiernego udziału emocji może przynieść naprawdę wiele korzyści.

Czasami chcemy o czymś powiedzieć, chcemy się do czegoś przyznać, ale ciągle czekamy na odpowiedni moment, który sam z siebie rzadko nadchodzi. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce i podjąć decyzję – w te Święta wyjaśnię sytuację. Z kolei dzielenie się opłatkiem to chwila na indywidualny, nawet intymny kontakt z poszczególnymi członkami rodziny. Powiedzenie słów „dziękuję” lub „przepraszam” jest w tym momencie łatwiejsze niż w jakiejkolwiek innej sytuacji.

Mówi się, że uroczystości, podczas których możemy spotkać dawno niewidzianą rodzinę, to przede wszystkim wesela i pogrzeby. Na wesele jednak nie zawsze zostaje się zaproszonym, musimy więc czekać na pogrzeb, aby się spotkać. Czasami o kimś myślimy, ale nie mamy odwagi zadzwonić czy wpaść na herbatkę. Szukamy pretekstu, bo wydaje się nam, że skoro nie utrzymujemy z kimś bardzo bliskiego kontaktu, to nie wypada odzywać się bez ważnego powodu. Nic bardziej mylnego. Wystarczą słowa: „Cześć, co u Ciebie? Dawno się nie widzieliśmy. Masz chwilę na rozmowę lub herbatę?”. Warto wykorzystywać do tego także coroczne święta. Można mieć z kimś bardzo dobry kontakt, widząc się raz w roku – dlatego warto zadbać, aby nie zmarnować tego czasu np. na oglądanie telewizji czy zaszywanie się w kącie z książką. Czasami odległość, rodzaj pracy, różne sytuacje sprawiają, że ten kontakt nie może być częstszy. Pamiętajmy, że w przypadku relacji liczy się ich jakość, a nie długość czy częstość spotkań.

Osłabienie relacji bywa spowodowane lękiem przed oceną, przed pytaniami. Boimy się, że nie wypadniemy dobrze. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że te lęki często są bezpodstawne. Od lat w okresie świątecznym spotykamy się ze znajomymi (i ich rodzinami) na taką „naszą Wigilię”. Zawsze znajduje się ktoś, kto przyjechał, chociaż nie do końca wiedział, czy to spotkanie nie wpędzi go w tzw. dół. Okazuje się, że nie kierował nim brak ochoty na spotkanie, ale założenia: że wszystkim się udało, tylko nie mnie, że każdy coś osiągnął, tylko nie ja, że każdy się rozwija, tylko ja nie itd.. To one sprawiają, że czujemy obawę o sens takiego spotkania. Ale każda nasza rozmowa kończy się tym samym wnioskiem: mimo obaw, które miewa każdy z nas, grono osób bliskich i ważnych naprawdę potrafi pozytywnie zaskoczyć. Chyba nie zdarzyło się, aby po takim spotkaniu ktoś żałował, że tu był. Częściej słychać: „Było naprawdę wspaniale, a niewiele brakowało, by mnie tu dziś nie było, praktycznie bez powodu”. Rodzina czy najbliżsi znajomi to grupa, która powinna dawać nam wsparcie – w której możemy czuć się sobą.

Pamiętajmy, że podtrzymywanie relacji rodzinnych to nie przykry obowiązek. Nie róbmy tego dlatego, że wypada. Spróbujmy pomyśleć nad tym, co nam dają te rodzinne spotkania. Szukajmy w nich wartościowych momentów, zadbajmy o atmosferę. Wykorzystajmy te święta, aby spotkać się z tymi, których widzimy rzadko, aby tworzyć miłe wspomnienia, które zostaną z nami na zawsze. 

Poprzedni artykułSpokojnie, to tylko praca. Jak nabrać dystansu do swojej pracy i nie dać się zwariować?
Następny artykułPuste miejsce przy wigilijnym stole
Kim jestem i co robię: Jestem osobą, która lubi pracę z ludźmi. Pracuję w szkole na stanowisku psychologa oraz w przedszkolu jako terapeuta integracji sensorycznej. Dlaczego tu jestem? Jestem tu, ponieważ jest to dla mnie wyzwanie – chcę się z nim zmierzyć. Mam nadzieję, że dzięki temu portalowi będę potrafiła patrzeć na świat z wielu różnych perspektyw. Będę starała się zwrócić uwagę na problemy ważne dla młodzieży, pomagać w znajdowaniu sposobów, miejsc czy osób, dzięki którym życie nastolatka będzie choćby odrobinę łatwiejsze. Z czego jestem dumna w moim życiu: Jestem dumna z tego, że jestem kim jestem, że mam od lat tych samych wspaniałych przyjaciół wokół siebie, na których zawsze mogę liczyć. Moje słabości: Moją największą słabością jest niezdecydowanie, trudności z podejmowaniem decyzji, a poza tym kawa. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Mój sprawdzony sposób na poprawę humoru to długie rozmowy z przyjaciółmi, niezależnie od pory dnia czy nocy. Największa zmiana w moim życiu: Chyba nie wydarzyło się nic takiego w moim życiu, co mogłabym nazwać największą zmianą. Na pewno ważną zmianą było znalezienie pierwszej pracy – zmiana trybu życia, nowe wyzwania, obowiązki i doświadczenia. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here