W poszukiwaniu straconej koncentracji

Każdego dnia setki małych rzeczy walczą o moją uwagę. Ludzie, przedmioty – im jest ich więcej, tym bardziej jakość interakcji spada, stają się płytsze i półautomatyczne. Dlatego wypracowałam sobie kilka sposobów, które pozwalają mi zminimalizować działanie rozpraszaczy: 

– Robię listy.

Wypisuję na kartce papieru/w notesie wszystkie zadania do wykonania na dziś – nie wyjdę, dopóki nie zrobię. Zazwyczaj taką kartkę przygotowuję z samego rana, albo poprzedniego dnia na zakończenie pracy.

– Wyłączam telefon.


Zaczęłam od wyłączenia wszystkich powiadomień w telefonie, dzięki temu nawyk sprawdzania co chwilę, czy coś nowego nie pojawiło się na jego wyświetlaczu, zniknął prawie natychmiast. W stanie skrajnej dekoncentracji dodatkowo włączam w telefonie tryb „do not disturb”, który pozwala skontaktować się ze mną tylko najważniejszym osobom z listy VIP.

– Robię porządek.


Przede wszystkim na biurku. Absolutny. Zminimalizowanie ilości przedmiotów w moim otoczeniu powoduje, że łatwiej mi się skupić na ekranie monitora. Na pulpicie komputera też mam porządek absolutny – są na nim tylko pliki „do zrobienia” i nic poza nimi. Nie wiem czy to tylko moja przypadłość, ale nie potrafię pracować ani odpoczywać w bałaganie. 

– Ograniczyłam narzędzia i aplikacje do pracy do absolutnego minimum.


W moim przypadku został mail, Google Docs, notes (papierowy) i program Adium, który pozwala mi spiąć wszystkie komunikatory łącznie z czatem facebooka (którego też używam do pracy). Nic poza tym. Testowałam niejedno narzędzie do zadań, zarządzania projektami i komunikacji – im więcej ich było, tym częściej musiałam się przełączać między nimi.

– Stosuję się do zasady „inbox zero”.


W największym skrócie polega na trzymaniu w „odebranych” tylko tych maili, które nie są załatwione (reszta jest archiwizowana i trafia do działu „wszystkie”) – dzięki temu moja skrzynka odbiorcza jest równocześnie moją listą zadań. Tym, którzy chcą zgłębić temat i posiadają wolne 60 minut polecam (film dostępny tylko w języku angielskim): 

– Nie liczę czasu. 


Bo kiedy myślę ile czasu zostało mi na zrobienie całej listy zadań zaczyna mi się spieszyć i zaczynam się stresować. To wcale nie powoduje, że szybciej wykonam zaplanowaną pracę, ale na pewno sprawia, że zrobię te rzeczy gorzej.

– Nie robię kilku rzeczy naraz.


Multitaskingowi podziękowałam już dawno temu. 

 

To w pracy, a prywatnie:

– Uczę się oddychania i  wyciszania. 


Każdego dnia znajduję 5 minut, żeby zamknąć oczy i spokojnie pooddychać – powoduje to, że łatwiej oderwać mi się od zadaniowego trybu myślenia, którzy zdarza mi się przenieść z pracy do domu. W nauce pomaga mi aplikacja na telefon, która krok po kroku podpowiada mi, jak w taki stan się wprowadzić. Gdyby ktoś również miał ochotę poćwiczyć, polecam: http://www.calm.com/

– Czytam długie teksty co najmniej przez godzinę dziennie. 


Pozwala mi to odpłynąć w zupełnie inny świat, nie myśleć o otaczającej mnie rzeczywistości i po prostu skupić się przez dłuższą chwilę. Po 3 latach czytania książek na Kindle’u i iPadzie z wielką przyjemnością wróciłam do papierowych. Natomiast dobrym źródłem długich i ciekawych artykułów są dla mnie serwisy medium.com oraz gibbon.co.

– Prowadzę dziennik.


Uczy mnie to porządkowania i precyzowania myśli. Dużo trudniej przychodzi mi opisywanie własnych emocji, ale przecież nie zawsze skupiam się właśnie na nich.

– Piszę przynajmniej przez godzinę dziennie.


Po latach niewiary w to, że potrafię właściwie oddać słowem pisanym własne przemyślenia znów wróciłam do pisania. Piszę krótkie felietony „do szuflady”, wpisy na bloga, czy jak ostatnio teksty na Zmiany w Życiu. Dzięki temu uczę się precyzji, analizy, porządkowania i planowania.

– Tworzę codzienne rytuały i obowiązki wobec samej siebie. 


Tym, co najbardziej mnie uspokaja i powoduje, że łatwiej mi się skupić na rzeczach dla mnie ważnych, są stałe elementy dnia. Dlatego pilnuję systematyki wszystkich wyżej opisanych działań i wpisałam je na stałe do harmonogramu swojego dnia.

– Spisuję pomysły i inspiracje.


Najczęściej robię to w telefonie. Używam do tego rozwiązań systemowych: notatek i listy zadań. Nie potrzebuję żadnych specjalnych aplikacji. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłby zwykły notes (a do notesów mam wielką słabość), ale po kilku próbach okazało się, że nie zawsze mam go przy sobie albo trudno zanotować w nim coś w trakcie jazdy autobusem czy tramwajem. Notes zostawiam sobie na bardziej rozbudowane zapiski – mam nawet trzy (czy ja już pisałam, że mam słabość do notesów:) ). Prowadzę analogowo dziennik. Mam też notes codzienny podręczny, w którym robię listy (np. marzeń, celów, zadań prywatnych), zapisuję inspirujące cytaty, rysuję mapy myśli albo szkicuję. Dodatkowo mam też dziennik podróży, który zabieram ze sobą na każdy wyjazd – w nim poza relacjami z tego, co udało mi się danego dnia poznać i zobaczyć, myśli i inspiracji, wklejam pamiątki z podróży (np. bilety z muzeów), a po powrocie jedno, najważniejsze moim zdaniem zdjęcie.

Walka o przywrócenie koncentracji i uwagi nie jest łatwa, ale owocuje robieniem mniej, ale lepiej – głębszą interakcją z drugim człowiekiem, lepiej wykonanym zadaniem, mniejszym stresem i większą satysfakcją. Duży wkład w podjęcie takich działań w moim przypadku miały codzienne lektury, wśród których ostatnio znalazło się dużo artykułów i blogów na temat minimalizmu oraz mindfulness (co na polski można przetłumaczyć jako nurt życia uważnego i świadomego).

fot. Agnieszka Lewandowska

Avatar
Agnieszka Lewandowska

Kim jestem i co robię: Na co dzień pomagam ludziom robić startupy w Fundacji Startup School. Po godzinach robię zdjęcia , czytam książki, mruczę z kotami. Kiedy tylko mogę podróżuję. Dlaczego tu jestem? Bycie przedsiębiorcą oznacza, że jedyne co jest pewne to zmiana. W takiej rzeczywistości trudno znaleźć spokój, poczucie bezpieczeństwa i równowagę w życiu. Na ZmianywZyciu.pl chciałabym poruszać tematy związane z codziennością przedsiębiorcy – pisać nie tylko o biznesowej, ale również o tym, jak na prywatne życie wpływa prowadzenie własnego biznesu. Z czego jestem dumna w moim życiu: Chyba to z czego jestem dumna najbardziej jeszcze przede mną, ale jestem wdzięczna za to, że lubię to co robię (i nie mam tu na myśli tylko pracy) i robię to z ludźmi, których też lubię :) Moje słabości: Jestem strasznym nerwusem, który wszystko odbiera osobiście. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Chwile tylko dla siebie – długa kąpiel z książką, a potem dobra herbata pod kocem w towarzystwie mruczących futrzaków albo, jeśli to możliwe, samotna podróż nad morze, jezioro lub ocean. Największa zmiana w moim życiu: Po 11 latach znów zostałam singlem. To poznawanie rzeczywistości, mierzenie się z problemami i budowanie swojego świata w zupełnie nowy sposób.

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.