Alicja nie pamięta dokładnie, czy to wpływ rodziców, czy otoczenia, ale jako mała dziewczynka, wychowująca się w katolickiej rodzinie, bała się Piekła. Wyobrażała je sobie jako coś potwornego, okrutnego i bolesnego. Tak… Jej wiara opierała się na strachu. Ze strachu chodziła do spowiedzi, ze strachu odmawiała modlitwy, ze strachu nadgorliwie chodziła na nabożeństwa i na niedzielne msze święte. Oczywiste było też to, że wszyscy koledzy i koleżanki zachowywali się podobnie. Wszyscy chodzili na religię (kiedyś nie było jej w szkole) i wszyscy przystępowali do pierwszej komunii świętej czy później bierzmowania.

W jej dziecięcej głowie nie mieściło się to, że można nie wierzyć w Boga i nie bać się jego boskiej mocy. W jej rodzinie każdą inną religię uznawano za „odstępstwo od normy”. Ze Świadkami Jehowy lepiej nie rozmawiać, niewierzący to źli ludzie, a o istnieniu islamu Alicja w ogóle nie miała pojęcia. Im dojrzalsza się stawała, tym bardziej nie podobał jej się ten strach, bo gdzieś podskórnie czuła, że nie tędy droga. Zrozumienie, że wiara w Boga powinna być oparta na miłości, a nie na strachu, kazało jej przejść bardzo długą drogę w dorosłym już życiu. Wyprowadziła się do innego miasta, poznała ludzi, którzy myślą inaczej, wierzą inaczej i postrzegają świat inaczej, i dopiero wtedy odkryła, że można się w życiu kierować różnymi wartościami i jednocześnie być dobrym człowiekiem, niekoniecznie katolikiem.

Bez przymusu, bez konwenansów

Wyobraź sobie społeczeństwo, w którym każdy ma prawo do swojej wiary, żadna nie jest lepsza ani gorsza. Możesz wierzyć w Boga lub nie, masz prawo wyznawać taką czy inną religię, masz możliwość poznania, jakimi wartościami kierują się inni – wierzący w innego Boga lub niewierzący wcale. Wyobraź sobie, że wyrastasz w środowisku, gdzie religia jest czymś bardzo osobistym, a Twoi rodzice dają Ci swobodę wyboru, mówiąc: „Synu/córko, kiedy przyjdzie czas sam wybierzesz…”.

Nie musisz się buntować, masz swobodę w poszukiwaniu swojej własnej wiary, wartości i moralnych autorytetów. Nikt niczego nie narzuca, bo nie ma w tym żadnego interesu. Ważne jest to, żebyś wyrósł na pewnego siebie, dorosłego człowieka, który wie, czego chce, a jeśli wierzy, to całym sercem i z pełnym przekonaniem. Nie musisz chodzić na mszę – możesz. Nie musisz przyjmować sakramentów – możesz. A najważniejsze jest to, że nikt nie będzie Cię za to wytykał palcami. Religia, jaką wyznajesz, to Twoja osobista sprawa.

Nabrać dystansu

W naszym społeczeństwie nie każdy ma możliwość, siłę czy chęci do tego, żeby sprzeciwić się zasadom, w których wyrastał, i religii, która narzuca mu pewne zachowania. Jednak każdy ma dziś możliwość zdobywania wiedzy, pracy nad sobą i własnego, świadomego rozwoju. Jeśli w domu wpaja się nam określoną moralność, a religia, w której wyrastamy, traktowana jest jako jedyna słuszna i narzucana z góry bez głębszego zrozumienia czy komentarza – wówczas nasza zdolność do podejmowania decyzji o zmianach może być mocno ograniczona. No bo jak rozmawiać z rodziną o zamiarze rozwodu, jak wytłumaczyć, że nasze dziecko nie przyjmie pierwszej komunii świętej, jak przekonać, że nasza wiara to nie tylko chodzenie do kościoła co niedzielę, ale przede wszystkim praca nad sobą? I wreszcie, jak wyjaśnić rodzinie, że chcemy się w życiu kierować trochę innymi zasadami niż te wyniesione z domu, typu: bądź pokorna, nie wywyższaj się, ciesz się z tego, co masz, pracuj ciężko, a na pewno ktoś w końcu to doceni…?

Alicji żyje się dużo lepiej ze świadomością, że religia to nie puste rytuały i strach przed Piekłem, ale pewien zbiór zasad, ustanowiony po to, abyśmy stawali się lepszymi ludźmi, potrafili pracować nad naszymi słabościami i umieli żyć miłością do drugiego człowieka.

Mam wrażenie, że dziś bardziej niż kiedykolwiek wiemy, czego chcemy i wiemy, jak chcemy żyć. Jednak by śmiało dokonywać zmian w swoim życiu, musimy pokonać liczne bariery, również te związane z wychowaniem w jednej wierze i brakiem tolerancji dla innych religii. Warto zdawać sobie z nich sprawę – w ostatecznym rozrachunku chodzi przecież o to, żeby te ograniczenia pokonać i żeby nam samym było ze sobą dobrze.

Poprzedni artykułPytania o sens życia
Następny artykułODCZAROWAĆ COACHING: Czy jesteś coachable? Czyli o tym, że nie każdy nadaje się do coachingu
Kim jestem i co robię:  Od kilku lat zajmuję się inwestowaniem w nieruchomości. Daję wnętrzom nowe życie, podnosząc w ten sposób ich wartość. Kupuję mieszkania wymagające remontu, projektuję, remontuję a potem sprzedaję lub wynajmuję. Kocham ten moment zamiany starego na nowe. Tego, co nie działa - na sprawne i funkcjonalne, tego co brzydkie - na piękne.  W prowadzeniu działalności związanej z nieruchomościami wykorzystuję doświadczenia zdobywane przez 18 lat pracy w obszarze marketingu i sprzedaży. W swojej karierze zawodowej przeszłam niemal wszystkie stanowiska od Przedstawiciela Handlowego do Dyrektora….   Największym wyzwaniem w moim życiu było rzucenie etatu. Podjęcie decyzji zajęło mi dwa długie lata. Dziś czuję się spełniona i mam ogromną radość z tego, co robię. Dlaczego tu jestem: Mam potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem i inspirowania do zmiany na lepsze. Wierzę, że zmiany w życiu są potrzebne, nieuniknione i… fantastyczne ;-) Z czego jestem dumna w moim życiu: Z siebie. Z tego gdzie jestem teraz i co robię. Moje słabości: Internet, kawa. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Wysiłek fizyczny: rower, tenis, spacer. Największa zmiana w moim życiu: Rzucenie etatu i rozpoczęcie własnej działalności zawodowej. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here