Wiele lat temu czytałem książkę, na ówczesne czasy bardzo popularną, głównie z powodu serialu emitowanego w telewizji, a mieliśmy wtedy do dyspozycji tylko dwa programy. Chodzi o książkę Alexa Haleya „Korzenie”, która została wyróżniona nagrodą Pulitzera.  Jedna scena zapadła mi bardzo głęboko w pamięć. Sytuacja miała miejsce w wiosce plemienia Mandingo, zanim główny bohater Kunta Kinte został porwany przez łowców niewolników. Tak jak to dziś pamiętam, doszło do konfliktu między dwoma chłopakami. Sytuacja nie wyglądała dobrze, bo napięcie rosło. Właściwie mogło zdarzyć się wszystko, włącznie z walką na śmierć i życie. Akcja potoczył się jednak zupełnie w innym kierunku. Jeden z mężczyzn odwrócił się spokojnie i odszedł. Zostało to uznane jako zachowanie godne prawdziwego wojownika, który mógł zapanować nad swoimi emocjami. W moim świecie, kilkunastoletniego chłopaka, było to co najmniej dziwne. W pierwszej chwili miałem wątpliwość, kto zwyciężył. Co jeśli  w życiu nie chodzi o to, kto zwycięża? Takie pytania też pojawiały się w mojej głowie. Jednak u mnie na podwórku byłoby to odczytane jednoznacznie. 

Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak kultura, która obejmuje także zachowania i reakcje ludzi. Kultura, która niejako tworzy obraz mężczyzny i określa co mieści się w kanonie tego, co męskie, a co niemęskie. W Polsce nieco dziwnie wygląda całowanie się młodych mężczyzn w policzki na powitanie, natomiast we Francji to codzienność. Kiedy dwóch mężczyzn, w podobnym wieku, spacerując trzyma się za dłonie, budzi to w nas jednoznaczne skojarzenia. Wiele takich scen widziałem w krajach muzułmańskich. 

Jaki wzorzec mężczyzny mamy w Polsce – wszyscy wiemy. Choć można dostrzec,  co prawda, w niezbyt szybkim tempie, że ulega on przemianom. W naszym kraju wciąż mężczyźnie nie przystoi nadmierne okazywanie emocji. Na pewno nie wszystkich. Wybuch złości bardziej świadczy o męskości, niż okazywanie strachu lub bezradności. W tym obszarze jesteśmy podobni do kultury macho w Ameryce Południowej i Środkowej. Zmiany widoczne są od wielu lat, choć ciągle stanowią margines. Mamy w przestrzeni publicznej takich mężczyzn jak: Michał Szpak czy Madox. Co jakiś czas dowiadujemy się o jakimś coming oucie. Kilka lat temu Mariusz Szczygieł publicznie przyznał się do  „dużej słabości”, chodziło o skorzystanie z pomocy psychoterapeuty. W Polsce, nawet tak oczywiste rzeczy, staja się wydarzeniem. Wiem, że nie dla wszystkich, ale mam wrażenie, że ciągle dla zbyt wielu osób. 

Najbliżsi przez całe dzieciństwo nieświadomie zaszczepiają nam przekonania, że mężczyźni nie płaczą. Musimy być twardzi i nie „zachowywać się jak baby”. Kolejny etap edukacji to koledzy w szkole, ale też koleżanki, które oczekują pewnego typu zachowania. Jest grupa uczuć, które mogą okazywać faceci, ale również takie, których nie powinni. Nie do końca wiadomo dlaczego, ale tak się jakoś utarło. Może to zagrozić ich wizerunkowi „prawdziwego” mężczyzny. W niektórych środowiskach za okazaniem słabości, a niewątpliwie są nimi pewne emocje, idą w ślad kulturowe mechanizmy modyfikacji zachowań. Mogą to być inwektywy, takie jak „baba” lub inne dużo bardziej obraźliwe określenia, ale także narażanie się na ostracyzm, a niekiedy nawet fizyczną przemoc. 

Wielu mężczyzn zakłada w młodości emocjonalny pancerz, taką kamizelkę emocjo-odporną. Niewiele się wydostaje na zewnątrz i niewiele się przedostaje do wewnątrz. Natura, jak wiemy, dąży do zachowania równowagi. Zatem jeśli emocje się pojawiają, a są tłumione, ta energia musi znaleźć gdzieś swoje ujście. I oczywiście znajduje! Nadużywanie alkoholu, palenie tytoniu, ryzykowne zachowania za kierownicą, aż w końcu przemoc domowa. To są pośrednie sposoby na poradzenie sobie z emocjami, kiedy energia kierowana jest niejako na zewnątrz. Kiedy i tych zabraknie pojawiają się różnego rodzaju choroby, z nowotworami włącznie. Zapewne ma to także związek z dużą dysproporcją w statystykach dotyczących udanych prób samobójczych. W 2017 roku z 5276 osób, które targnęły się na swoje życie, aż 4524 to mężczyźni. Czy warto płacić taką cenę za zachowanie wizerunku „prawdziwego” mężczyzny? Każdy musi sam odpowiedzieć na to pytanie. 

 

Poprzedni artykułCzy wynagrodzenie ma znaczenie? Czym powinniśmy się kierować przy wyborze pracy?
Następny artykułPokochaj poniedziałki!
Kim jestem i co robię: Jestem coachem i trenerem (International Coaching Community) w obszarze własnego życia, twórcą. Jeszcze nie w pełni świadomym, ale ciągle nad tym pracującym. Jako coach i trener, tworzę możliwie przyjazne warunki do wprowadzania zmian dla moich klientów i uczestników szkoleń. Na co dzień spełniam się jako mąż i ojciec. Dlaczego tu jestem?  Mam ambiwalentny stosunek do zmian, jednocześnie ich pragnąc i w jakimś stopniu unikając. To fascynujący proces, w którym każdy z nas jest permanentnie zanurzony. Dlatego jestem w tym miejscu. To jeszcze jeden sposób na oswajanie tego co nieuniknione, czyli zmiany. Ponieważ na co dzień, zawodowo stykam się z różnego rodzaju transformacjami, to miejsce jest doskonałe do podzielenia się własnymi obserwacjami. Z czego jestem dumny w moim życiu: Dumny jestem z tego, ile zmian wprowadziłem w swoim życiu, mimo początkowych obaw, ale też, z ilu z nich zrezygnowałem, mimo ich pierwotnej atrakcyjności. Moje słabości: Największą słabością jest chyba czasowa skłonność do dryfowania przez życie, ale z drugiej strony jakże przyjemną. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Koncentracja na tu i teraz. Nie odkryłem jak na razie nic skuteczniejszego. Największa zmiana w moim życiu: Są dwie największe zmiany w moim życiu, które nastąpiły w 2006 i 2008 roku, jedna ma na imię Maria, a druga Rozalia. Uczą mnie na co dzień bardzo wielu pożytecznych rzeczy. Miejscowość: Warszawa, Łódź tel: 502-43-83-94  www.rafalnykiel.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here