Są tacy, którzy zamartwiają się niemal ciągle, i tacy, którzy nie robią tego prawie wcale. Ci drudzy kwitują problem słowami „jakoś to będzie”, ale to niejako za nich najczęściej zamartwiają się ci pierwsi. Dlaczego ulegamy zamartwianiu się i jak wykorzystać tę skłonność?

Gdzie jesteś?

Zamartwiający się najczęściej nie żyje chwilą obecną. Większość z osób, które notorycznie się czymś przejmują, albo utknęła w przeszłości, albo żyje obawami związanymi z własną lub cudzą przyszłością. Niektórzy swobodnie przemieszczają się pomiędzy tym co było, a tym co ma nadejść, omijając to, co dzieje się „teraz”.

Skupieni na przeszłości rozpamiętują dawne wybory (swoje lub innych), interpretują to, co usłyszeli, zobaczyli, czego doświadczyli… Przyświeca im pozornie racjonalny cel – chcą wyciągnąć naukę z dawnych błędów, zrozumieć to, co się stało, by następnym razem zrobić coś lepiej. Skupieni na przyszłości nieustannie przetwarzają informacje, analizują możliwe rozwiązania, porównują lub wymyślają gotowe scenariusze, a wszystko po to, by uniknąć porażki i podjąć możliwie najlepszą decyzję. Przyświeca im pragnienie przygotowania się na każdą ewentualność. Jedni i drudzy swoją energię wykorzystują do drobiazgowego analizowania lub planowania własnych reakcji, tropienia trudności i wymyślania rozwiązań.

Co zyskuje zamartwiający się?

Istnieje wiele korzyści z zamartwiania się. Martwiący się ma wciąż zajętą głowę, co pozwala mu ignorować sprawy aktualne, zwłaszcza te żmudne, trudne czy wymagające. Pytany o nie, odpowie: „mam tyle na głowie”, „nie mam na to siły”, „nie mam do tego głowy”. Jego uwaga i aktywność są zupełnie gdzieś indziej.

W sytuacji, gdy trzeba działać, zamartwiający się może oddalać od siebie moment podjęcia decyzji lub wykonania konkretnego kroku, a wszystko pod przykrywką zadbania o szczegóły, rozwiania wątpliwości, znalezienia nowych alternatyw.

Każdy, kto przesadnie się przejmuje, prędzej czy później zyskuje zainteresowanie innych. Na usłyszane „daj sobie spokój”, „nie główkuj” „nie martw się tyle!”, „przesadzasz”, „ty zawsze musisz sobie znaleźć problem” odpowie, że taki już jest, że inaczej nie umie, że chce jak najlepiej, że to z troski, z dobrego serca…

Co traci zamartwiający się?

Osoba, która zamartwia się rzeczami, na które nie ma wpływu, traci kontakt ze sobą w chwili obecnej. Dostrzega na przykład, że jest przemęczona lub zestresowana, ale nie wiąże tego ze swoją wiecznie zajętą „czymś” głową.

Zamartwiający się z trudem dostrzega drobne, codzienne radości, które wydają mu się głupotą w obliczu jego prawdziwych problemów.

W ciągłym poszukiwaniu perfekcji traci on szansę na pozytywne rozwiązanie spraw bieżących. Ostatecznie zamartwiający się zaczyna wątpić w siebie – w swój osąd czy możliwości. Nie dając sobie prawa do porażki czy błędu, niejednokrotnie nie jest w stanie podjąć żadnej istotnej decyzji (nawet jeśli jej bardzo pragnie). 

Jak praktycznie wykorzystać zamartwianie się?

Zamartwianie się może stać się okazją do poznania i rozwoju siebie w trzech krokach.

Krok pierwszy

Jeśli wracasz do przeszłości, zastanów się, co ważnego dla ciebie zostało w niej zaniedbane.

Jeśli błądzisz w przyszłości, zapytaj siebie, czego tak naprawdę się obawiasz.

Krok drugi

Jeśli wracasz do przeszłości, odpowiedz sobie na pytanie, co możesz zrobić teraz (dosłownie: w tym momencie) dla tego, co zostało zaniedbane.

Jeśli błądzisz w przyszłości, zastanów się, czy w tym momencie możesz jakoś zabezpieczyć siebie przed tym, co według ciebie może stać się najgorszego.

Krok trzeci

Jeśli możesz coś zrobić – zrób to. Jeśli nie możesz nic zrobić, zaakceptuj fakt, że w tym momencie to, co zajmuje twoje myśli, jest poza zasięgiem twoich działań.

Jeśli zamartwiasz się sprawami innych, zastanów się, od jakich ważnych własnych spraw uciekasz, jaka istotna dla ciebie rzecz ma zostać zaspokojona przez rozwiązywanie cudzych spraw, przed czym chcesz się zabezpieczyć. Następnie wykonaj kroki drugi i trzeci. 

Ilekroć zauważysz, że zaczynasz nadmiernie się czymś przejmować, określ, gdzie naprawdę jesteś. Jeśli błądzisz w przeszłości lub wybiegasz w przyszłość (a wiec zajmujesz się sprawami, na które nie masz wpływu), powróć do „teraz”. Dzięki temu nie tylko rozwiniesz w sobie uważność i świadomą obecność, ale także zyskasz trochę wolnego czasu.

Poprzedni artykułO korporacji, zmianach i poszukiwaniu siebie. Wywiad z Anną Węgrzyn dla Korposfera.pl
Następny artykułBez lajków nie istnieję
SPOTKAJ SIĘ ZE MNĄ, JEŚLI: Spotkaj się ze mną, jeśli jesteś aktywny zawodowo, poszukujesz nowych możliwości lub stoisz w obliczu nieuchronnych zmian, a rozwój, udoskonalanie i wzmacnianie samego siebie stanowią dla Ciebie istotny cel.  Kim jestem i co robię: Jestem coachem International Coaching Community, trenerem, wykładowcą uniwersyteckim, doktorem socjologii. Jestem entuzjastką zastosowania coachingu w środowiskach pozakorporacyjnych, pasjonatką autentyczności, uważności i holistycznego (całościowego) rozwoju w każdym wieku. Dlaczego tu jestem: Wierzę, że zmiana jest dobra, a użyteczność i bycie pomocnym nadają głęboki sens pracy i życiu.  Z czego jestem dumna w moim życiu: Jestem dumna z tego, że bez względu na to co, gdzie i z kim robię, pozostaję sobą. Moje słabości: Kawa podawana na każdy możliwy sposób. Mój sprawdzony sposób na zły humor: Obejrzenie jakiegokolwiek filmiku z Youtube, który w swoim tytule zawiera słowa „funny” i „cats”. Największa zmiana w moim życiu: Tuż po 36. urodzinach (a więc w czasie, kiedy bardziej niż zmianę cenimy stabilizację i odcinanie kuponów) wróciłam na studia (jako słuchacz), zmieniłam zawód, założyłam własną firmę, nauczyłam się jeździć konno i ponownie zostałam mamą… Ta zmiana nadal trwa. Miejscowość i numer kontaktowy: Warszawa, tel. 604 099 773

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here