Psychoanaliza, kontemplacja, medytacja, religia, relaksacja, sport, dieta, afirmacje, wizualizacje, joga, mapy myśli, kursy i warsztaty samorozwojowe.. Uff! Istnieją dziesiątki metod pracy nad sobą. Można się pogubić. Jesteśmy w stanie spróbować wszystkiego, żeby wreszcie zapanować nad wewnętrznym chaosem, bólem istnienia i ciągłym poczuciem bycia niewystarczająco dobrym. Wszystko po to, żeby uciszyć wewnętrznego krytyka, który nie pozwala cieszyć się  w pełni, nie daje wytchnienia i nie pozwala zasnąć. 

Większość metod dąży do celu, jakim jest uspokojenie umysłu i odebranie władzy decyzyjnej naszemu ego. Skuteczność ich można rozpoznać po tym, że zdrowiejemy, poprawiają się nasze relacje z ludźmi i zaczynamy czuć się dobrze sami ze sobą. 

Trudno mówić o jednej, wybranej, najlepszej metodzie czy technice. Są wśród nich jednak takie, dzięki którym rezultaty pojawiają się szybciej i są trwalsze. Focusing to w zasadzie nie metoda, a naturalna umiejętność skupiania się na własnym ciele i uświadamiania sobie tego, co czujemy w danej chwili. 

Focusing – tak, ale jak?

Co w tym takiego przełomowego? Otóż jeśli na co dzień mamy słaby kontakt z sobą samym, kiedy trudno nam rozpoznać uczucia (co jest warunkiem zdrowienia), metoda ta daje nam doskonałe, konkretne narzędzie, którym możemy się posłużyć. To nasze ciało, które chętnie powie nam, dlaczego tak się ze sobą szarpiemy, dlaczego cierpimy, czego nam potrzeba. Wystarczy usiąść spokojnie w skupieniu, wsłuchać się w nie i pozwolić, żeby do nas przemówiło. Jak? Otóż nazywając słowami (ubierając w słowa) to, co czujemy, gdzie to czujemy i jak to odczuwamy. Szukając najlepiej pasujących słów, obrazów i opisów doznań „przymierzamy” je, żeby wybrać te, które naszym zdaniem najlepiej oddają wrażenia i  rezonują z nami w środku.  Skupiając się na informacjach płynących z ciała, uzyskujemy bezpośredni dostęp do wiedzy w nim ukrytej. Pozwalając uczuciom wydostać się na zewnątrz (na powierzchnię), rozładowujemy całe napięcie, które narosło, z powodu tłumienia i próby wypierania emocji. 

Doświadczenie takie nazwane zostało felt sense, czyli wewnętrzne poczucie, bądź poczucie w ciele. Przynosi on bogaty we wszelkie odczucia opis, tego co się czuje, dzięki czemu możemy doświadczyć całości jakiegoś wrażenia. Kiedy jesteśmy czujni na niuanse dochodzące np. z brzucha czy gardła, pojawiają się niejasne, złożone wrażenia, których cechą charakterystyczną jest ciągła zmiana. „Cały czas się porusza, przesuwa i przekształca. Różnić się może intensywnością i klarownością, pozwalając nam na zmianę naszego postrzegania. Robi to, dostarczając nam danych na temat tego, co się dzieje i czego potrzebujemy do zmiany” – pisze Peter Levine, autor głośnej książki „Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy”. 

Jak to ujął twórca (a raczej odkrywca) focusingu, psychoterapeuta Eugene Gendlin – umiejętność skupiania pozwala być w kontakcie ze szczególną cielesną świadomością, gdzie doświadczamy pewnych doznań na styku znanego i nieznanego, między myślą, a uczuciem, gdzie  świadomość ich jakości, przynosi odpowiedzi na pytania.

Podstawową zasadą przy stosowaniu felt sense jest łagodność i brak pośpiechu. Jak mówi Levine – zdecydowanie szybciej dotrzemy do celu, idąc wolniej. Ważne jest też, abyśmy nie mieli konkretnych oczekiwań i pozwolili dojść do głosu temu, co się wydarza, czyli zachowali zasadę otwartego i zaciekawionego umysłu. Bezstronność, pełna akceptacja i nieocenianie to kolejne ważne czynniki. Nie musimy też „na siłę” wydobywać jakichś wspomnień, czy wymuszać emocji. Należy to zostawić! Jedynie z bezstronnością obserwatora oglądać to, co się pojawia. To dobry moment, jak podkreśla Ann Weiser Cornell ekspertka w zakresie focusingu, aby „przywitać” to, co się wyłoniło. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, udowodniono, że taki „gest”, taka postawa niezwykle pozytywnie wpływa na proces naszego zdrowienia (rozumienia sytuacji). Później można już tylko próbować pobyć z tym doświadczeniem, można pytać, jakie uczucia się z nim wiążą i obserwować jak się zmienia.

 Dlaczego warto?

Felt sense przynosi wiele korzyści. Wśród zalet można wymienić dostęp do głębszego odczuwania  wrażeń, czyli poczucia większej intensywności przeżyć. Udowodniono też, że terapie z użyciem felt sense są skuteczniejsze. Może on także stać się bramą do głębszych przeżyć duchowych, ale też wyostrzyć nasz zmysł równowagi i koordynacji. Jednak próbując podsumować to jednym słowem, powiedziałabym, że felt sense daje wolność. Przynosi natychmiastową ulgę od tego, co nas cisnęło i gniotło. Z felt sense płynie  nasze odczuwanie spokoju, dobrego samopoczucia i spójności. To niezwykłe, ale świadomość (tego, co się z nami dzieje) ma moc uzdrawiającą. 

Warunek jednak jest jeden – trzeba skierować światła reflektora uwagi na swoje ciało, pozwolić mu dojść do głosu, czyli zrobić coś, z czym zazwyczaj nie mamy doświadczenia.  Zostaliśmy bowiem przeważnie nauczeni żyć w oderwaniu od ciała, które miało być tylko posłusznym wykonawcą poleceń umysłu. Pocieszające jest to, że nigdy nie jest za późno. Początki mogą być trudne, ale z czasem przychodzi to coraz łatwiej, aż pewnego dnia możemy odkryć, że mamy ze sobą dobry kontakt przez cały czas, to znaczy, że bez przerwy jesteśmy świadomi tego, co się z nami dzieje. Dzięki czemu z kolei, możemy reagować na bieżąco nie tracąc równowagi. 

 

Literatra:

A. Weiser Cornell „Focusing. Mądrość ciała. Przewodnik po emocjonalnym uzdrawianiu siebie” 

P.A. Levine, A. Frederick „Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy”

 

Poprzedni artykułKobieta w Meksyku – pamiętnik z podróży
Następny artykułTrafny wybór… ale skąd mam wiedzieć, co będzie dla mnie najlepsze!?
Kim jestem i co robię: Trener rozwoju osobistego, doradca zawodowy, surdopedagog i miłośniczka jogi, z pasją i zaangażowaniem zgłębiająca dziedzinę mindfulness. Dyplomowany trener relaksacji, matka dzieciom, autorka bloga: www.mam-to.pl. Na co dzień pracuję z dziećmi i młodzieżą, pomagając im w zrozumieniu istoty uważności i uświadamianiu, że eksplorowanie świata dobrze jest zacząć od źródła, czyli od siebie samego.   Dlaczego tu jestem: Ponieważ wierzę, że nie ma przypadków i wszystko jest po coś. Chciałabym dzielić się moim odkryciem, czyli wiedzą na temat tego, jak wielką moc ma uważność i jakie niezwykłe zmiany może wnosić w nasze życie. Z czego jestem dumna w moim życiu: Cudowne dzieciaki, fajny mąż, rosnąca samoświadomość, odwaga w podejmowaniu wyzwań (mimo czasami miękkich kolan). Moje słabości: Nadopiekuńczość.  Mój sprawdzony sposób na zły humor: Chwila sam na sam ze sobą. Niespieszność. Największa zmiana w moim życiu: Zmiana w sposobie myślenia, że wszystko czego potrzebujemy nosimy w sobie. I wynikająca z tego pewność  siebie, rozumiana jako spokój wewnętrzny i wiara we własne możliwości. Miejscowość: Legnica/Wrocław, k.bazylczyk@gmail.com , www: wolnobyc.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here