Własny wybór – czyżby?

Robimy to codziennie. W zasadzie w każdej chwili. Czasami świadomie, ale nadzwyczaj często automatycznie. Bywa, że mamy czas, żeby się zastanowić, a czasem musimy zrobić to w pośpiechu. Dokonywanie wyboru – jakże często ignorowana czynność, która w zasadniczy sposób wpływa na dalszy ciąg wydarzeń. Wydarzeń układających się w harmonijną sekwencję, zwaną naszym życiem.

Niezależnie od tego, czy podejmujemy decyzję o wyborze informacji, które przeczytamy w sieci, czy o tym, co będziemy robić w weekend, decyzja ta determinuje to, w co zainwestujemy nasz czas. Nie, nie chodzi o to, żeby wszystko, czego się podejmujemy, było superracjonalne i wydajne. Warto jednak zadbać o to, by było na pewno NASZE.

Zasysając bezkrytycznie informacje, marnujemy mózg, najcenniejszy znany nam organ, zdolny do generowania wielkich myśli, mistycznych przeżyć i nieograniczonej miłości – pisze współczesny filozof Marcin Fabjański i dodaje – tylko że nigdy nie zajmie się czymś takim, jeśli interesuje go, kto ze słynnych z kim właśnie zaczął się spotykać.

Kto z ręką na sercu może powiedzieć, że zasiadając w określonym celu przed monitorem komputera nigdy nie zboczył wzrokiem na informacje, którymi wcale nie zamierzał się zajmować? A potem z konsternacją nie zauważył, że minęło już więcej czasu niż sądził? Albo dał się wyciągnąć z domu znajomym, choć nie na to właśnie miał ochotę? Pewnie też wszystkim nam zdarzają się chwile zadowolenia z siebie, po konsekwentnie zrealizowanym planie dnia czy zadania. A klucz do sukcesu jak zwykle leży pośrodku. Jeżeli więc uznasz, że właśnie masz ochotę posiedzieć na balkonowym hamaku, bo to pomoże Ci w nabraniu dystansu, przez co będziesz cierpliwszym rodzicem, bardziej wyrozumiałym partnerem i/bądź lepszym pracownikiem, to zrób to. Ale zrób to świadomie. Jednak żeby móc tego dokonać, trzeba wiedzieć czego się chce, trzeba znać siebie. A ile osób może o sobie powiedzieć, że wie, co jest dla nich najlepsze? Że wybierają faktycznie same, a nie decydują za nie sytuacja, konieczność czy po prostu przypadek?

Deklarowane wartości

Statystyczny Polak na pytanie o deklarowane wartości jednym tchem i niemal bez zastanowienia wymienia: zachowanie dobrego zdrowia, szczęście rodzinne, grono przyjaciół. Ale gdy nas zapytać, ile czasu poświęcamy w rzeczywistości, każdego dnia, na zadeklarowane wartości, sprawa wygląda już nieco inaczej. Tymczasem nasza historia jest utkana właśnie z okruchów codzienności. Jeśli więc twierdzisz, że ważne jest dla Ciebie zdrowie, to warto przyjrzeć się bliżej temu, co zjadasz i czy wystarczająco dużo czasu poświęcasz na ruch. Rodzina, dzieci? Sam sobie odpowiedz, przykładając wieczorem głowę do poduszki, czy byłeś wystarczająco cierpliwym, wyrozumiałym i obecnym rodzicem. I ile czasu oraz autentycznej uwagi poświęciłeś osobie, którą nazywasz najważniejszą.

Że pieniądze to nie wszystko i że szczęścia nie dają, wie już każde dziecko (przysłowia mądrością narodu). Jak się jednak okazuje, potrzeba świeżej refleksji, żeby podjąć decyzję, czego mi bardziej potrzeba – czasu dla siebie i bliskich czy kolejnego etatu? Z czego jestem w stanie zrezygnować, a na jaki kompromis już iść nie chcę? To wszystko wymaga namysłu i głębokiego wsłuchania się w siebie.

Znaleźć czas na nicnierobienie

Dobrze jest czasem przestać działać, znaleźć czas, żeby usiąść i pomyśleć, jak wyglądałby nasz dzień (a w konsekwencji tydzień, miesiąc, rok – czyli nasze życie), gdybyśmy bardziej świadomie dokonywali wyborów. Gdybyśmy, znając swoje potrzeby i wartości wewnętrzne, inwestowali nasz czas i uwagę jedynie w te cele, które MY uznajemy za cenne, pewnie stalibyśmy się ludźmi szczęśliwszymi i mniej zewnątrzsterownymi. Żyjemy jednak w czasach, w których media społecznościowe, w dosłownie każdej chwili, wytykając nam jak marny prowadzimy żywot w porównaniu do barwnej egzystencji naszych „przyjaciół”, odzierają nas z resztek złudzeń, że nasze życie jest w porządku, że jest wystarczająco dobre, a przede wszystkim nasze. O tym, że ten kolorowy, pełen zrealizowanych marzeń świat z ich fotografii to tylko część całości, pewnie się nie dowiemy, bo czasu (spędzonego przed komputerem) nie wystarczy już na realne, bliskie spotkania i relacje.

Nawet nie zauważamy, kiedy porównując się do innych zatracamy się, a ignorując swoje potrzeby, oddalamy się od siebie. Podążając ślepo za modą, za sukcesem rozumianym jako awans społeczny, zapominamy zapytać samych siebie, czy to rzeczywiście nasz wybór, czy jedynie potrzeba spełniania oczekiwań albo ślepe przyjmowanie cudzych wartości, wynikające z braku pomysłu na siebie.

Nienasycone pragnienie doświadczania rzeczywistości, zgodne z naszymi marzeniami, i czająca się nieustannie obawa, że możemy coś przegapić, pchają nas w bezrefleksyjną potrzebę rutynowego kontrolowania stanu naszego facebookowego konta czy poczty, nawet częściej, niż jesteśmy w stanie się przyznać, że byśmy chcieli.

Tymczasem zasady higieny psychicznej wyraźnie mówią, że od nadmiaru głowa jednak może rozboleć i że warto czasami „porobić nic”. Rezygnacja z nadmiaru pomoże w oczyszczeniu umysłu i pozwoli zrobić miejsce na nowe. Zrelaksowany człowiek staje się bardziej twórczy, odważny w swych poczynaniach i zdystansowany do własnych porażek. Nie mówiąc już o tym, że jako istota ludzka tworzymy psychosomatyczną całość, zatem dzięki regularnemu odprężaniu unikamy szeregu dolegliwości, które prędzej czy później dopadają wiecznie zabieganych.

Uważność jest ważna

Żeby życie nie toczyło się przypadkiem, żeby pozbyć się przykrego uczucia, że przecieka nam przez palce, że chciałoby się inaczej, z kimś innym i gdzie indziej, wystarczy dosłownie chwila refleksji. Ten krótki moment uważności pozwoli nam podjąć świadomą decyzję. Głębszy oddech przed podjęciem działania chroni nas przed automatyczną reakcją i przed rutynowym funkcjonowaniem, czyli pułapkami, w jakie codziennie wpadamy. Dzięki byciu obserwatorem własnych poczynań stajemy się uważni i czuli na głos wewnętrzny, który podpowiada, co jest dla nas najlepsze. To dawno zapomniany głos, skutecznie zagłuszany przez pośpiech, nawał obowiązków, naszą sumienną postawę i oczekiwania nieustannie płynące z otoczenia.

Sygnałem, że nie jesteś tu i teraz, tylko w trosce o jak najlepszy (Twoim zdaniem) rozwój spraw wyprzedzasz fakty, jest Twoje napięte ciało. Zanim więc rzucisz się na ratunek światu, niech to ono przypomni Ci o tym, żeby najpierw rozluźnić kark, gardło, czoło i oczy, wziąć głębszy oddech i reagować na to, co się dzieje, dopiero kiedy rzeczywiście jest na to pora i tylko jeśli uważasz to za słuszne. Brzmi prosto? Bo takie jest – ale dopiero wtedy, kiedy rozprawisz się z nawykami, które towarzyszą nam od lat i są sprawcami naszych automatycznych reakcji.

Nie zrażając się nieudanymi próbami, dobrze jest pamiętać, że każda nasza uważna reakcja przybliża nas do coraz wyraźniej słyszalnego głosu wewnętrznego; aż w pewnym momencie stwierdzimy, że już nie musimy się zastanawiać i bez wysiłku podejmujemy najlepsze dla nas decyzje. Bycie swoim własnym układem odniesienia to nie tylko niezwykle komfortowa sytuacja, ale też źródło niesłabnącej energii, dające siłę i pewność, że wszystko, czego potrzebujemy, nosimy w sobie.

Dobrze jest też mieć świadomość, na co mamy wpływ, a co od nas nie zależy. Będąc w posiadaniu tej niedocenianej wiedzy, przestajemy boksować się z życiem, a zaczynamy płynąć wraz z nim. Ale o tym już innym razem 🙂

Poprzedni artykułCo to jest młodzież? Dzieci wiedzą lepiej
Następny artykułCo nas ogranicza w dokonywaniu zmian? Cz. 1. Nasza polska mentalność
Kim jestem i co robię: Trener rozwoju osobistego, doradca zawodowy, surdopedagog i miłośniczka jogi, z pasją i zaangażowaniem zgłębiająca dziedzinę mindfulness. Dyplomowany trener relaksacji, matka dzieciom, autorka bloga: www.mam-to.pl. Na co dzień pracuję z dziećmi i młodzieżą, pomagając im w zrozumieniu istoty uważności i uświadamianiu, że eksplorowanie świata dobrze jest zacząć od źródła, czyli od siebie samego.   Dlaczego tu jestem: Ponieważ wierzę, że nie ma przypadków i wszystko jest po coś. Chciałabym dzielić się moim odkryciem, czyli wiedzą na temat tego, jak wielką moc ma uważność i jakie niezwykłe zmiany może wnosić w nasze życie. Z czego jestem dumna w moim życiu: Cudowne dzieciaki, fajny mąż, rosnąca samoświadomość, odwaga w podejmowaniu wyzwań (mimo czasami miękkich kolan). Moje słabości: Nadopiekuńczość.  Mój sprawdzony sposób na zły humor: Chwila sam na sam ze sobą. Niespieszność. Największa zmiana w moim życiu: Zmiana w sposobie myślenia, że wszystko czego potrzebujemy nosimy w sobie. I wynikająca z tego pewność  siebie, rozumiana jako spokój wewnętrzny i wiara we własne możliwości. Miejscowość: Legnica/Wrocław, k.bazylczyk@gmail.com , www: wolnobyc.pl.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here