6

Maturę z języka polskiego pisałam 5 godzin bez chwili przerwy, nie zdążyłam potem wszystkiego przepisać i część oddałam w wersji brudnopisu. Pamiętam, że temat był wymarzony, miałam napisać o ulubionych dziełach literackich, forma dowolna. To był mój raj. Opowiadanie zaczęłam, sadzając dwóch bohaterów na Schodach Hiszpańskich w Rzymie. Oderwali się bez pozwolenia od wycieczki, która nie miała w planie Galerii Borghese. Tam właśnie rozpoczęła się wystawa impresjonistów, a oni musieli zobaczyć pewien obraz Renoira. Ten ważny dla nich pejzaż, przeniesiony na płótno ze wzgórza wyglądającego na zatokę na wyspie Guernsey, na kanale La Manche, którą odwiedzili rok temu.

Tak zaczęła się historia wspomnień i odniesień do różnych szkolnych lektur. Nie potrafiłam inaczej. Moje wypracowania nigdy nie miały charakteru szkolnych prac z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Najbardziej sztampowy temat budził moją wyobraźnię. Bawiłam się formą, poszukiwałam, rozważałam, po prostu udawałam się w podróż. Radość z samego procesu tworzenia, której nie doświadczyłam już nigdy później, podejmując edukację i ścieżkę zawodową, która z twórczością literacką nie miała absolutnie nic do czynienia.

Po latach, kiedy na nowo odkrywałam swoją tożsamość i pasje, odnalazłam się w pomaganiu i nauczaniu, ale koło pisania chodziłam jak nieufne zwierzę. Milion wątpliwości – czy jeszcze potrafię, czy mogę i po co? Przez dłuższy czas pisanie funkcjonowało w mojej głowie jako fantazja. Siedziałam wtedy na tarasie domu nad oceanem, stukając w klawisze maszyny do pisania rozpływałam się w dźwiękach ich uderzeń o papier, przecinanych szumem morskiego wiatru. Pogoda zawsze była umiarkowana, słonecznie ale nie za ciepło, wczesne poranki dawały piękny widok na budzacy się dzień, na stole obok pięknej maszyny do pisania filiżanka kawy, a ja w wygodnym, miękkim fotelu w stanie twórczego uniesienia. Najbardziej zabawnym – z perspektywy czasu – elementem był sam proces pisania, płynny, niczym nie blokowany strumień słów przelewanych na papier. Niczym nie zmącona, punktualna jak szwajcarski zegarek wena twórcza.

Kiedy już w końcu odważyłam się powrócić do pogrzebanej pasji pisania, wiedziałam, że będę musiała skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistoscią. Z ciężką pracą, zderzeniem ze sobą i ze swoimi słabościami. Przesiadując kolejne godziny przed pustym ekranem, pisząc i wyrzucając teksty, doszłam jednak do pewnego wniosku. Chcę to robić. Kocham ten proces. Chcę na własne życzenie tych zmagań ze sobą i z materią, bo wtedy czuję, że żyję, że to jest mój świat.

Dlaczego o tym mówię? Bo chcę powiedzieć ci coś bardzo ważnego. Jeśli myślisz o czymś, rozważasz lub fantazjujesz na temat jakiejkolwiek materii – zacznij to robić. Po godzinach, w weekendy, kiedy tylko znajdziesz czas. Tego momentu uskrzydlenia, o którym pisał węgierski psycholog Mihály Csíkszentmihályi, nie można zweryfikować teoretycznie. Jeżeli zatrzymasz sie na etapie fantazjowania, wszystko, o czym będziesz marzyć, będzie idealną, perfekcyjnie dopracowaną wersją doświadczeń. Dopiero kiedy dotkniesz materii, na temat której snujesz fikcyjne opowieści, dowiesz się, czy rzeczywiście jest to twój świat. Łatwo zakochać się w efektach pracy, w pięknie wydanych książkach, setkach zadowolonych klientów, udanych wernisażach i prosperujących biznesach. Szkopuł w tym, że zakochać się trzeba w procesie… W zmaganiach, w kosztach, w porażkach.

Często nasze wyobrażenia o idealnym zajęciu są wynikiem mody i nadanego pewnym działaniom statusu prestiżu. Wpadamy w tę iluzję pragnienia bycia pisarzem, malarzem czy kucharzem – ale nie dlatego, że rzeczywiście chcemy nim być, tylko dlatego, że chcemy być taką osobą, która tego chce. Narzucamy sobie idealną wersję siebie, podyktowaną nie pragnieniem duszy, ale wizją z kolorowych magazynów.  Paradoks polega na tym, że to my swoją pracą, miłością i zaangażowaniem czynimy rzeczy prestiżowymi. Uleganie sztucznym modom zaprowadzi nas do syntetycznych pragnień, najprawdopodobnej niezgodnych z naszą naturą. To tak jakby nosić swetry w czerwonym kolorze, który podkreśla wszystkie niedoskonałości naszej cery, tylko dlatego, że tak nakazują trendy.

Z tym przesłaniem zostawiam cię w drugiej części serii „Bądź, kim miałeś być”. Tym razem zweryfikuj swoje pasje. Na początek wybierz jedną z nich i bez wymówek zacznij działać. Daj sobie i jej miesiąc wspólnej pracy. Zobacz, czy lubisz z nią być i czy ona lgnie do ciebie. To nie jest kwestia zakochania od pierwszego wejrzenia. To budowanie ważnej, odpowiedzialnej relacji.

Po miesiącu zapytaj siebie, czy nadal chcesz to robić? Czy wieczory przy sztalugach, klawiaturach, w działaniu i projektowaniu dały Ci radość, której szukałeś? Czy zapomniałeś się w tym? Czy marzyłeś w ciągu dnia, by znowu zanurzyć się w swojej wymarzonej materii?

„Wszystko polega na tym, żeby człowiek był taki, jaki jest, żeby nie wstydził się chcieć tego, czego chce i marzyć o tym, o czym marzy. Ludzie są na ogół niewolnikami konwenansów. Ktoś im powiedział, ze powinni być tacy i tacy, i starają się być takimi aż do śmierci, nie wiedząc nawet, kim byli i są naprawdę. Nie są więc nikim i niczym, postępują niejednoznacznie, niejasno, chaotycznie. Człowiek przede wszystkim musi mieć odwagę być sobą”
Milan Kundera

4
Poprzedni artykuł12 marca 2016: Spotkanie Ladies' Mastermind Poznań
Następny artykułPrzywileje kontra szacunek
SKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ, JEŚLI:   - szukasz odpowiedzi na to, co jest twoją pasją i powołaniem - chcesz zmienić drogę zawodową - chcesz poznać swoje mocne strony i talenty  - chcesz odkryć swój stan flow  - potrzebujesz wsparcia i inspiracji w twórczości  - chcesz zanurzyć się całkowicie w swoją autentyczność i wyjątkowość    Skontaktuj się ze mną, jeśli chcesz odkryć siłę bycia sobą!    Kim jestem i co robię: Właściciel firmy Siła Bycia Sobą www.podolecka.pl, trener talentów, certyfikowany trener FRIS®, autor bloga www.sensibla.pl, pisarz.  W coachingu pomagam ludziom dotrzeć do sedna. Staram się im pomóc zdjąć z siebie ciężar utrzymywania wysokiej samooceny, postrzegania siebie w kategoriach zwycięzcy lub przegranego. Pokazuję szerszą perspektywę, pobudzam do niezależnego myślenia i konfrontacji negatywnych scenariuszy i przekonań. Moje ulubione tematy to tożsamość, misja, powołanie, life switch i szeroko pojęta twórczość. Moja misja to pisać, mówić i prowokować do myślenia. Moja rola to pomagać innym akceptować swoją historię, spojrzeć z innej perspektywy, zrozumieć swoją drogę i poczuć swoją godność. Ktoś kiedyś powiedział, że w życiu są dwa najważniejsze momenty. Dzień, w którym się rodzisz i dzień, w którym dowiadujesz się po co. Moim zadaniem jest pomóc innym zbliżyć się do tego drugiego momentu. Dlaczego tu jestem: Jestem tutaj, bo dobrze się czuję w miejscach, które inspirują i pomagają. Zmiana bywa trudna, ale przynosi spektakularne efekty. To taki luksus, na który każdy może sobie pozwolić. Na portalu piszę o zmianach, które wymagają konfrontacji przekonań, ale w efekcie fundamentalnie poprawiają jakość życia. Z czego jestem dumna w moim życiu: Najbardziej jestem dumna z moich bliskich. Otaczają mnie naprawdę wspaniali, inspirujący ludzie. To wielkie szczęście mieć w rodzinie ludzi, którzy swoją codziennością pokazują jak żyć, żeby być szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Moje słabości: Akceptuję, a energię skupiam na mocnych stronach. Mój sprawdzony sposób na zły humor: Człowiek, który jest w jeszcze gorszej formie ... Wyjście z własnej frustracji, żeby pomóc osobie, która potrzebuje wsparcia to najlepsza terapia. Paradoks polega na tym, że ten kto pomaga zyskuje najwięcej. Największa zmiana w moim życiu: 15 lat funkcjonowałam w korporacyjnym świecie. Współpracowałam i szkoliłam ludzi od Sycylii po Sybir. Mieszkałam w Londynie i w Moskwie, i ani na Londyńskiej Marylebone ani na Moskiewskim Leninskim Prospekcie nie słyszałam odpowiedzi. Raczej więcej pytań. Dwa lata temu zrozumiałam jaka jest moja rola i czego życie oczekuje ode mnie. Poszłam za tym głosem i odważyłam się na zmianę totalną. Miejscowość: Poznań, a telefonicznie cały świat. Tel. 604 103 905

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here