Napisać o depresji w kilku krótkich aktach to wyzwanie. Ale nawet w tych paru odsłonach można ująć cierpienie obarczonej nią osoby. Posępny świat depresji przynosi wielkie spustoszenie, zarówno w psychicznym, fizycznym, jak i społecznym świecie chorego, zabierając radość i chęć życia. Najlepszym lekarstwem na ten ból jest pomoc specjalisty, który profesjonalnie się nią zajmie i wskaże kierunek działań. Najgorszą zaś pomocą jest wskazówka do przeczekania, nie robienia nic i samooszukiwania, że cierpienie samo minie. Bywa i tak, że narzekanie, malkontenctwo, pesymizm i świat widziany w czarnych barwach niekoniecznie muszą oznaczać depresję, a są jedynie cechą, stylem czy zwykłym „sympatyzowaniem” z biadoleniem, narzekaniem i grymaszeniem na wszystko i wszystkich dookoła. Nasuwa się pytanie: gdzie leży ta różnica? Czy są to tylko wyuczone narzekanie, wszechobecna kwaśna mina, kapryśne geny czy już zaburzenie, choroba, ból psychiczny?

Dlaczego dużo łatwiej jest narzekać niż chwalić, doceniać, zauważać? Czy bycie pesymistą pomaga?

Martin Seligman, ojciec Psychologii Pozytywnej, opisał już w 1964r. wyuczoną bezradność, która może prowadzić do depresji. Zauważył także, że style wyjaśniania (schematy myślenia) mogą być inne w sytuacjach pozytywnych i negatywnych. Inaczej można też interpretować sukces i porażkę oraz znajdywać autora zwycięstwa czy winowajcę klęski, a to wszystko w kostiumie optymisty albo pesymisty. Warto wspomnieć też o innych postulatach Psychologii Pozytywnej, takich jak: szczęście, dobrostan, flow (przepływ), pozytywne emocje czy wdzięczność, bo wszystko to ma na celu lepsze poznanie siebie i cieszenie się z każdej, małej czy dużej, dobrej chwili. Według badań Seligmana, nadzieja i optymizm chronią przed depresją, a to już jest bardzo dużo! Wszystko, co pozytywne (lecz racjonalne i bez hurraoptymizmu) działa na korzyść osobnika w walce z lękiem, nastrojem czy przewlekłym smutkiem, a kiedyś może z depresją.  

Czy modnie jest marudzić? Czasem kulturowo „fajnie” jest narzekać, bo wielu z nas to robi i wtedy pozna swój swojego, a nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg, gdy narzeka się na władze, klimat, płace… Oczywiście łatwiej mówić, że to inni narzekają, bo my doceniamy naszą piękną rzeczywistość. I gdy zdarzy się to narzekanie od czasu do czasu, to nic wielkiego, ot taka natura śmiertelników, ale kiedy malkontenctwo zalewa drogi i ulice, i nic sobie nie robi z pozytywnych treści, może warto się zastanowić: po co i dlaczego marudzę? Dla takich właśnie marud poszukujących optymistycznych treści i tropów lepszego poznania samych siebie, Seligman wystosował manifest w postaci książek pełnych dobrych psychologicznych zaleceń, sugestii i podpowiedzi, jak korzystniej wieść życie. Jako ojciec Psychologii Pozytywnej, wydał dużo publikacji opisujących nurt, który zmienia oblicze psychologii i bada szczęście w akademickich warunkach.

Nie tylko Psychologia Pozytywna, lecz także religia czy filozofia mogą być „bronią” w walce z codziennym marudzeniem. Przekierowują uwagę z tego, czego nie mam, na to co mam. Uczą wdzięczności i realizacji siebie, niekoniecznie wedle aktualnie modnych materialno-konsumpcyjnych trendów. Taka pogoń za pieniądzem, karierą, czymś lub kimś, wysysa energię, zabiera zdrowy oddech, wpędza w kompleksy, chroniczny lęk, chorą ambicję, wypalenie zawodowe, szkodliwe uzależnienia, a w konsekwencji w depresję. Może opłaca się czasem zatrzymać, zastanowić i pomyśleć. Zrobić bilans zysków i strat, poszukać równowagi, „spojrzeć na siebie z boku”.  

Dzisiejsze szybkie życie zmusza do szybkich decyzji i jeszcze szybszych działań. Zdarza się, że człowiek nie nadąża i ucieka mu kolejny pędzący ekspres. Bywa i tak, że mimo biegu, ten pociąg trudno już dogonić. Inny musi się zatrzymać z przyczyn niezależnych i poczekać na następny. I tak mknie w pośpiechu nie zauważając życia, z rosnącą frustracją, stałym niezadowoleniem, gnuśnym humorem i wspomnieniami, że kiedyś było łatwiej, prościej, a i ludzie byli inni… Naukę „o czerpaniu małych radości z życia” mogliby wprowadzić w niektórych szkołach, zanim skutecznie uda się wytępić dziecięce mogę wszystko. Gdy maluch upadnie, poprawia ubranie i idzie dalej. Dorosły, przygnieciony trudami życia z dorzuconą przez samego siebie niezdrową dawką złych emocji, frustracji i narzekań, nie potrafi cieszyć się życiem. Często długotrwały spadek nastroju, poczucie beznadziei i objawy fizyczne mogą być sygnałem depresji, która właśnie puka do drzwi. Gdy rozsiadła się na dobre, koniecznie potrzebuje przeciwnika specjalisty. Jeśli to chwilowe smutki i do tego w zdrowym ciele, to z pewnością szybko miną.

Każda droga do lepszego poznania siebie jest dobra, a każda prowadząca do depresji – wręcz przeciwnie. Powtarzając za Seligmanem, „że bycie optymistą bardziej się opłaca”, warto podjąć trudy pracy w kierunku zdrowej euforii i lepszej jakości życia. Powodzenia!

Źródła:

Depresja Constance Hammen

Bliżej siebie. Rozmowy z mistrzami o życiu, uczuciach, marzeniach, relacjach, zdrowiu, finansach i możliwości zmiany siebie. Redakcja: Dorota Krzemionka

Optymizmu można się nauczyć. Jak zmienić swoje myślenie i swoje życie. Martin E.P. Seligman

Poprzedni artykułZmiana: Dorota
Następny artykułPaweł Fortuna. Z porażką w roli głównej
Kim jestem i co robię: Ukończyłam studia magisterskie z psychologii i studia podyplomowe z Zarządzania Zasobami Ludzkimi na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracowałam m.in.: w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej w Zakładzie Psychologii, w firmie szkoleniowej Team Training Poland oraz pisałam artykuły z psychologii m.in.: na portal Zwierciadło.pl. Dziś piszę i pracuję w kręgu Psychologii Pozytywnej, dalej szerząc idee nurtu. Zapraszam również na mój blog kasicablog.pl Dlaczego tu jestem? Dlatego, że wierzę w idee portalu, bo zmiany w życiu są nieodłącznym elementem naszej egzystencji. Jako psycholog chcę pisać o zmianach, na które my sami mamy wpływ, o zjawiskach, teoriach i hasłach, które tym zmianom mogą pomóc w pogoni za szczęściem. Psychologia pozytywna stanowić będzie bazę, ale „starej” psychologii na pewno nie zabraknie. Z czego jestem dumna w moim życiu: Z wiedzy, jaką posiadam, i z pokory, z jaką ją stosuję. Moje słabości: Walczę z perfekcjonizmem i coraz lepiej mi idzie. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Banalny, ale mi pomaga: muzyka i zdjęcia z naszych podróży i miejsc w których miałam okazję być albo czytanie, które przenosi w inną czasoprzestrzeń. Największa zmiana w moim życiu: Największa zmiana w moim życiu ma nadejść w 2015 roku. Dziś nie powiem nic więcej, ale czekam na nią z ciekawością dziecka. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here