6

Twoja szafa pęka w szwach, a znalezienie konkretnej bluzki graniczy z cudem, bo nie wiesz nawet gdzie ją położyłaś? Kupujesz nowe kosmetyki, a potem upychasz je gdzieś na półce, by najpierw zużyć stare albo używasz pięciu żeli pod prysznic jednocześnie? Książki wysypują się z półek, a talerze i szklanki przestały mieścić się w kuchni? Nie potrafisz się oprzeć przed kupowaniem nowych rzeczy, ale żal Ci wyrzucać stare? Magazynujesz nieużywane przedmioty w dziesiątkach pudełek, upychasz je w szafkach, schowkach i pod łóżkiem, a myśl o uporządkowaniu tego wszystkiego napawa Cię przerażeniem? Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałaś pozytywnie – witaj w klubie niepoprawnego zbieracza przedmiotów. 

Czy da się jakoś opanować ten chaos? Jako niepoprawna zbieraczka, która od kilku lat walczy z nadmiarem przedmiotów, doszłam do wniosku, że najlepiej działają trzy zasady. W poprzednich częściach radziłam, by zatrzymać tylko to, co naprawdę się kocha i zamiast wyrzucać – wymieniać lub sprzedawać niechciane przedmioty. W tej części zwracam uwagę na rolę świadomych zakupów. 

Kupuj świadomie 

Ciężko utrzymać porządek, kiedy nieustannie przybywa przedmiotów. Istotą problemu związanego z nadmiarem jest to, że kupujemy nowe rzeczy, zanim zdążymy nacieszyć się poprzednimi. Niektórych rzeczy nie potrzebujemy już w momencie, kiedy idziemy z nimi do kasy. Trudno oprzeć się wszechobecnym promocjom, niezwykłym okazjom, limitowanym ofertom i najnowszym modelom. Nie potrafię zliczyć, ile razy brałam trzy sztuki czegoś, bo były w lepszej cenie, choć tak naprawdę potrzebowałam jednej. Ile razy zdecydowałam się kupić sukienkę, która wprawdzie nie leżała na mnie idealnie i już w przymierzalni wiedziałam, że raczej nie będę jej nosić – tylko dlatego, że została przeceniona z 200 zł na 50. Zdarzało mi się marzyć o czymś od tygodni, a kiedy wreszcie to kupiłam – po kilku minutach euforii schować i nigdy więcej do tego nie wrócić. Często najpiękniejszy był sam moment płacenia, a kiedy rzecz już stawała się moja, traciłam cały entuzjazm i koncentrowałam się na poszukiwaniu kolejnej rzeczy, którą mogłabym sobie kupić.

Nie istnieje jedna, uniwersalna lista „rzeczy, które powinieneś mieć i takich, których nie potrzebujesz“. Z moich doświadczeń wynika, że nie sprawdzają się też żadne metody, które operują nakazami i zakazami (nie kupuj więcej niż 3 rzeczy w miesiącu, kupuj coś dopiero, kiedy zużyjesz poprzednie itp.). Kluczem do sukcesu wydaje mi się – ponownie – świadomość samego siebie. Kupując nowe rzeczy, wbrew pozorom rzadko zastanawiamy się, czy faktycznie chcemy je mieć. W świecie sieciówek i hipermarketów to wbrew pozorom bardzo trudna sztuka. Często podejmujemy decyzję pod wpływem impulsu, kierując się przelatującymi przez głowę z prędkością światła myślami, które nie mają przełożenia na rzeczywistość. Bierzemy rzeczy na zapas, bo „kiedyś się przydadzą“, bo są tanie, modne, całkiem ładne – nawet jeśli niekoniecznie do nas pasują. W rezultacie gromadzimy w domu kolejne przedmioty, których tak naprawdę nawet nie lubimy.

Podczas zakupów warto na chwilę się zatrzymać – i w metaforycznym, i w dosłownym sensie. Usiąść w przymierzalni albo stanąć z boku sklepu, spróbować odciąć się od rozpraszających bodźców, wielkich bannerów z hasłem „Wyprzedaż”, tłumu ludzi i głośnej muzyki. Zamiast od razu pędzić do kasy, odłożyć rzecz na miejsce, wyjść ze sklepu i pójść na kawę, by spokojnie się nad tym zastanowić. Pomyśleć o każdej rzeczy z osobna i zadać sobie pytanie: czy faktycznie chcę ją mieć? Mnie w podejmowaniu decyzji bardzo pomaga wizualizacja momentu, kiedy po zakupach wracam do domu. Jak traktuję nowe rzeczy? W którym miejscu je kładę – czy po przyjściu rzucam nierozpakowane torby gdzieś w kąt, czy celebruję moment odkładania nowych nabytków na półkę? Jak wyglądają w otoczeniu przedmiotów, które już mam, jak często ich potem używam? Jeżeli w tej wizji upatrzony przedmiot sprawia mi radość – kupuję go bez wyrzutów sumienia. Jeśli nie, nie zwracam uwagi na edycje limitowane, superokazje, promocyjne ceny i bezwględnie odkładam go z powrotem na swoje miejsce. 

Mam nadzieję, że opisane wskazówki okazały się pomocne. Jeżeli udało Wam się opracować swój własny sposób na opanowanie nadmiaru, koniecznie podzielcie się nim w komentarzach! 

Przeczytaj poprzednie części artykułu:

Punkt 1. Zatrzymaj to, co kochasz 
Punkt 2. Zamiast wyrzucać, daj przedmiotom drugie życie

4
Poprzedni artykułTwoje relacje z innymi – sprawdź, co takiego mówią o Tobie!
Następny artykułZrezygnuj, by szybciej dojść do celu
Kim jestem i co robię: Z wykształcenia filolożka, pracuję jako sekretarz redakcji portalu Zmiany w Życiu i studiuję psychologię na warszawskiej SWPS. Najważniejsze są dla mnie rozwój i działanie w zgodzie ze sobą. Nie mam jednego konkretnego planu na życie, raczej mnóstwo pomysłów, które chciałabym kiedyś zrealizować – ale wszystko w swoim czasie :) Dlaczego tu jestem? Idea stojąca za portalem jest mi bardzo bliska. Lubię zmiany – konfrontacja z czymś nowym często budzi lęk, ale daje też niesamowite możliwości rozwoju. Z czego jestem dumna w moim życiu: Z tego, że nigdy do niczego się nie zmuszam, słucham samej siebie i zawsze postępuję tak, jak podpowiada mi serce.    Moje słabości: Perfekcjonizm i podatność na stres. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Chwila tylko dla siebie w trybie offline: gorąca kąpiel, kubek herbaty, dobra książka i zero internetu! Największa zmiana w moim życiu: To zmiana, która parę lat temu zaszła w mojej głowie: uświadomiłam sobie, że poczucie szczęścia nie jest czymś danym z góry i raz na zawsze, ale wynika ze sposobu myślenia i wymaga codziennej pracy. Miejscowość: Warszawa 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here