Coraz częściej w pracy spotykam się z pytaniem o atrakcje dla dzieci na terenie hotelu, w którym klienci mieliby spędzić urlop. Im więcej, tym lepiej.

 Wiadomo, że plac zabaw czy kilka zjeżdżalni są miłym dodatkiem, bo pozwalają się dzieciom wyszaleć. Do tego baseny, animacje, statki pirackie, pokoje zabaw, pokoje gier, amfiteatr, wieczorne show, mini-kluby, możliwość wynajęcia płatnej opiekunki. Wszystko praktyczne i gwarantujące pełnię wrażeń tylko… czy przy tych wszystkich atrakcjach wystarczy czasu, by spędzić go razem?

Na co dzień prowadzimy aktywny tryb życia, wiele godzin spędzamy w pracy i poza domem. Wyjeżdżamy na urlop, wybierając jak najlepsze hotele, z których dzieci na pewno będą zadowolone, a my będziemy mogli odpocząć, ale czasem mam wrażenie, że gubimy w tym wszystkim sens wakacji.

Kiedy byłam mała, z niecierpliwością czekałam na letnie miesiące. Tata pakował nas do samochodu i jechaliśmy pod namioty albo nad morze. Jedliśmy leniwe śniadania, rodzice przynosili ze sklepu gorące drożdżówki, które jedliśmy na plaży. Razem graliśmy w gry planszowe, badmintona, zbieraliśmy bursztyny i pływaliśmy na wielkim pontonie. Były ogniska, pieczenie kiełbasek, wspólne gotowanie i nocne opowiadanie historii. Był plac zabaw, gdzie spędzaliśmy trochę czasu, ale nie było telewizora, Play Station, DVD. Graliśmy za to w piłkarzyki i bilard, układaliśmy klocki, biegaliśmy po dworze od rana do północy. Uczyliśmy się pływać i jeździć na rowerze.

Dziadkowie co roku zabierali nas w góry – miałam 12 lat, a mój brat 9, gdy po raz piąty przeszliśmy całe Pieniny. Szukam w pamięci jakichś „rozrywek” z tamtych lat. Była jedna huśtawka na podwórku, ale nie nudziliśmy się nawet chwili, dzięki temu, że dorośli poświęcali nam całą uwagę. Pamiętam za to wszystkie szlaki, obserwowanie motyli, szukanie w małej encyklopedii mijanych roślin, radość, gdy trafiliśmy na zimne źródełko w upalny dzień, smak lepiących się od ciepła kanapek, przystanki na słodkie batony schowane w dziadka plecaku. Wspólne czytanie książek i granie w „Państwo, miasto”.

Każde wakacyjne wspomnienie łączy się ze spędzanymi razem chwilami i im jestem starsza, tym bardziej to doceniam. Warto zadać sobie pytanie czy na pewno chcemy, aby nasze dzieci zamiast nas pamiętały z wakacji animatorki, opiekunki i aquaparki z 30 zjeżdżalniami?

fot. Agnieszka Kuczyńska

Poprzedni artykułWspólne rozmowy o zmianach
Następny artykułMarek Kościkiewicz – Ciesz się z miejsca, w którym jesteś.
Kim jestem i co robię: Miłośniczką Portugalii, która nie umie usiedzieć w miejscu. Pracuję na etacie, a każdą wolną chwilę wykorzystuję na podróże, prowadzenie bloga cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com  z relacjami z wyjazdów i zachęcanie ludzi do poznawania Europy. Marzę, planuję, realizuję. Dlaczego tu jestem? Bo wierzę, że życie jest podróżą a sama droga jest ważniejsza niż cel. Uważam, że stale musimy się rozwijać. Chcę pisać o pięknych miejscach, ale też ludziach spotkanych w podróży, smakach świata i o tym, że nasze życie zależy od podejmowanych przez nas każdego dnia małych decyzji. Z czego jestem dumna w moim życiu? Z kilku pięknych marzeń chorych dzieci, które udało mi się spełnić, ponieważ przebywając z nimi zrozumiałam, co jest naprawdę ważne. A także z tego, że mam odwagę mówić na głos, czego od życia chcę a czego nie. Moje słabości: słomiany zapał w wielu kwestiach i ciągle kiepska organizacja czasu. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: dobry film, długie spacery i szukanie tanich biletów lotniczych  Największa zmiana w moim życiu: Ciągle coś zmieniam i modyfikuję, szukając własnej drogi. Nie umiem wskazać tej największej. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here