Mam 35 lat. W wieku 24 lat wzięłam rozwód. „Tak wcześnie” może się wydawać, a kiedy był ślub…

No tak: mając 20 lat zaszłam w ciążę, co później wiązało sie z szybkim ślubem, niestety po kilku miesiącach wiedziałam, że niestety to nie ta osoba, choć dzięki niej mam wspaniałą córkę:-) Po rozwodzie związałam się z (tak mi sie wtedy wydawało) tym jedynym wspaniałym, pełna nadziei na nowe życie.

Mój partner jak się później okazało był hazardzistą, przez wiele lat walczyłam, aby wyszedł z nałogu, dziś wiem, że to ja bardziej chciałam niz on.

Byłam, a po części dalej jestem osobą współuzależnioną. Walka wyjścia z nałogu trwała bardzo długo. W tej walce zapomniałam o całym świecie, wmawiając sobie, że kto jak kto, ale musi być sposób aby wyciągnąć go z tego nałogu, że najważniejsza jest rodzina, że on to musi zrozumieć. Niestety z biegiem lat była to walka z wiatrakami, ciągłe kłótnie, obwinianie mnie za jego gry i przegrywanie pieniędzy. W końcu nadszedł czas, kiedy pomyślałam, gdzie w tym wszystkim jestem ja i moja córka, co się dzieje z nami, jak my w tym wszystkim się czujemy. Ciągle awantury, kłamstwa, próby samobójcze mojego partnera. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że robię ogromną krzywdę mojemu dziecku, patrzy na to wszystko i wychowuje sie w toksycznym związku, w ciągłej walce o przetrwanie. Niestety nie miałam tyle siły, aby definitywnie przerwać to coś. Ciągle powtarzałam sobie, że może koszmar się skończy, że zrozumie. Podczas jego terapii w ośrodku uzależnień na Święta Wielkanocne zostałam sama z moją córką. Przez tydzień nie mogłam się odnaleźć, czułam się dość dziwnie, zrozumiałam, że nie umiem funkcjonować bez awantur i zamartwiania się, kiedy wróci, w jakim stanie i co się wydarzy.

Drugi tydzień był dla mnie obojętny, na nic nie zwracałam uwagi, powoli zaczęło dochodzić do mnie, że życie we dwie z moją córką jest zupełnie inne. Nikt nam nie przeszkadza, same świetnie dajemy radę, znalazłyśmy dziwny spokój w życiu, pustka po jego wyjeździe okazała się czymś najpiękniejszym, co mogło nas spotkać w tamtym czasie. Wtedy podjęłam decyzję o rozstaniu, o tym, że najważniejsze jesteśmy ja i moje dziecko, to co my czujemy.

Dziś minęły dwa lata, od kiedy jesteśmy same z sobą. Jest to najpiękniejszy czas. Nic nie jest tak ważne jak spokój ducha i ciała.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here