Odkąd pamiętam, zawsze mi się spieszyło. Robiąc jedną rzecz, już planowałam kolejną, a wszystko z największą troską o maksymalną efektywność w gospodarowaniu czasem. W zasadzie nie odłączałam się od źródeł informacji, cisza i spokój nie były dla mnie. Praca w korporacji dawała mi świetne alibi dla takiego trybu życia. Lubiłam o sobie myśleć jako o kimś niezmiernie zajętym.

Gdyby wówczas ktoś mnie spytał o powód mojego ciągłego pośpiechu, być może wprawiłoby mnie to w zdumienie. Niestety, nikt takiego pytania nie zadał… Może dlatego, że otaczali mnie ludzi podobni do mnie, stale gdzieś biegnący, z deficytem czasu. Zajęci, tak jak ja, i ważni, tak jak ja.

Taki tryb działania miał jednak kilka słabych stron.

Po pierwsze, był eksploatujący, szczególnie w długoterminowym ujęciu. Ciągły pośpiech wymagał ode mnie trybu forsowania wszystkich przeszkód stojących na drodze do celu. Po drugie, był stresujący. Permanentny stan gotowości rodził ciągłe napięcie i frustrację, co w połączeniu z brakiem umiejętności odpoczywania („odpoczynek” równał się „strata cennego czasu”) stawało się tykającą bombą.

Po trzecie i najważniejsze, pośpiech wiązał się z brakiem uważności skierowanej na to, co robię.  Używając słowa „uważność”, mam na myśli stan skupienia na tu i teraz: na czynności, którą się właśnie wykonuje, na rozmówcy, z którym prowadzi się dialog, na otoczeniu, w którym się przebywa. To stan, w którym doświadcza się – bezpośrednio i zmysłowo – tego, co dzieje się w danym momencie. Tymczasem, choć robiłam tyle rzeczy naraz, w żadnej czynności nie było mnie na 100%. W pośpiechu moja uwaga była powierzchowna i wybiórcza. Lekko znudzona, prześlizgiwała się po otoczeniu, skanując punktowo, odhaczając „załatwione” i „zdobyte” po to, żeby biec dalej. Spiesząc się, nie potrafiłam dostrzec wielu detali, kolorów, smaków, grymasu w kąciku ust rozmówcy – ale też, szczerze mówiąc, nie byłam nimi zainteresowana. Dzięki „big picture” byłam efektywna, wydajna, sprawna i… coraz bardziej zagubiona.

Timothy Wilson z Uniwersytetu Virginii przeprowadził ciekawy eksperyment. Jego uczestnicy mieli pozostać w samotności przez 15 minut ze swoimi myślami, bez dostępu do telefonu, gazet, innych ludzi, po to, aby w skupieniu analizować własne odczucia. Wyniki były zaskakujące. Aż 67% mężczyzn i 25% kobiet wolało zaaplikować sobie małą dawkę szoku elektrycznego, żeby zakończyć ten nudny, ale i niepokojący stan. Całkiem tak, jakby ból fizyczny był bardziej znośny niż wynikający z zatrzymania się dyskomfort psychiczny.

Co musiało się wydarzyć, żebym w końcu się zatrzymała?

W takim trybie działania mogą Cię spotkać różne rzeczy, które spowodują, że zwolnisz. Może to być błahe zdarzenie lub sprawa dużego kalibru. Niezależnie od „gabarytu”, dzieje się coś, co sprawia, że wysiadasz z tej karuzeli. U mnie decydujące było zdarzenie dramatyczne, ostateczne i związane z dużym cierpieniem. Z ogromną potrzebą wyciszenia się uciekłam w góry, na moje pierwsze świadome i wolne(!) wakacje. Pamiętam wejście na górski szlak, bez planu w głowie, bez pośpiechu – skupiona, w ciszy, z naturą, z zapachem i słońcem poczułam się bardzo szczęśliwa. Odzyskując kontakt ze sobą, zaczynałam odzyskiwać spokój. Zasłuchana w siebie, nie odczuwałam potrzeby pośpiechu dokądkolwiek ani presji działania. Wróciłam „zatrzymana” – uważna, niby ta sama, ale jednak zmieniona. Po takim doświadczeniu trudno wrócić do rozmów w biegu, do powierzchownych relacji, pośpiesznych czynności i słuchania bez potrzeby usłyszenia.

Istnieje udowodniony naukowo związek pomiędzy praktykowaniem uważności a równowagą psychiczną i motywacją do zmiany. Osobiście uważam, że perspektywa „tu i teraz” i uważność są naszą najlepszą szansą na bycie szczęśliwym człowiekiem.

Jeżeli myślisz o sobie jako o kimś niezmiernie zajętym, zadaj sobie na początek pytania: „Po co ci to?”, „Do czego tak biegniesz?” i „Przed czym uciekasz?”.

Potem weź głęboki oddech i spójrz uważnie na to, co Cię w tej chwili otacza.

Powodzenia 🙂

Poprzedni artykułKsiążka: "Twarze polskiego biznesu" Joanna Rubin
Następny artykułNa kawie z Solange Olszewską
SPOTKAJ SIĘ ZE MNĄ, JEŚLI: Jesteś w procesie zmian i potrzebujesz efektywnego wsparcia opartego na empatycznej relacji Chcesz zwiększyć efektywność pracy swojej lub zespołu Potrzebujesz wsparcia w znalezieniu rozwiązań w trudnej lub kryzysowej sytuacji Jesteś coachem i szukasz profesjonalnych narzędzi coachingowych Kim jestem i co robię: Jestem praktykiem biznesu z długoletnim doświadczeniem menedżera zarządzającego, dyplomowanym psychologiem, dyplomowanym coachem, posiadam także  akredytację coacha kryzysowego. Pomagam w podjęciu optymalnych decyzji zawodowych i dokonaniu istotnych zmian oraz w opracowaniu nowych skutecznych strategii w sytuacjach kryzysu. Jestem także autorką pakietów narzędzi coachingowych, wspierających pracę coacha.  Oferuję współpracę w zakresie procesów coachingowych. Moimi Klientami są menedżerowie liniowi i zarządzający, przedsiębiorcy, firmy rodzinne i właściciele strat-up’ów. Z Klientem biznesowym poszukującym nowych rozwiązań dla swojego biznesu pracuję m.in. w oparciu o Model Biznesowy YOU. Wspieram także Klientów w trudnych sytuacjach (np. wypalenie zawodowe, kryzysy sytuacyjne).  Dlaczego tu jestem: Jestem tu, ponieważ wierzę, że nic nie dzieje się przypadkiem, a jedyne co pewne to zmiana. Z czego jestem dumna w moim życiu: Najbardziej jestem dumna z moich dzieci oraz z tego, że pewnego razu udało mi się zatrzymać, aby zmierzyć się z „tęsknotą za pełnią”. Moje słabości: ciasto drożdżowe :)  Mój sprawdzony sposób na zły humor: Zakładam buty i biegnę do lasu. Po godzinie biegania jestem bogatsza o endorfiny i  odzyskuję jasność myślenia. Największa zmiana w moim życiu: Najważniejszą zmianę w moim życiu zafundowały mi moje dzieci. Druga zmiana wiąże się ze odejściem z korporacji i rozwijaniem własnej firmy. Jedno i drugie wciąż uczy mnie odwagi, wdzięczności i pokory.  Miejscowość i numer kontaktowy: Trójmiasto, +48 535 265 675 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here