Wiele lat temu usłyszałam zdanie: „Człowiek do życia potrzebuje 8 przytuleń dziennie”. Jakoś specjalnie się do tego nie przywiązywałam, zakładając, że to jedno ze zdań często włączanych w różnorodne łańcuszki i przesyłane mailem. Było dla mnie oczywiste, że przytulanie w dzieciństwie daje poczucie bezpieczeństwa i pomaga tworzyć więź między dzieckiem, a rodzicami, natomiast w dorosłym życiu jest oznaką uczuć, jakie do kogoś żywimy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że przytulanie stało się przedmiotem badań naukowców.

Badania nad reakcjami zachodzącymi w organizmie w momencie przytulania i bycia przytulanym potwierdziły, że wpływa ono nie tylko na zdrowie psychiczne, lecz także fizyczne. Okazuje się, że podczas przytulania wydziela się oksytocyna, zwana hormonem miłości, która dodatkowo zmniejsza lęki społeczne, potrafi łagodzić ból, zmniejsza poziom stresu, a niektórzy badacze twierdzą, że wręcz zapobiega otyłości. Przytulanie pomaga przetrwać trudne chwile, uspokaja nasz układ nerwowy, wzmacnia układ immunologiczny, wzmacnia poczucie wartości i poprawia humor. Pozytywnych skutków przytulania jest o wiele więcej. Zaskakujące, prawda?

No dobrze, ale kiedy popatrzymy na otaczający nas świat szybko zauważymy, że nie każdy ma obok siebie osobę, która może mu zapewnić przysłowiowe 8 przytuleń. Czy jeśli ktoś z nas jest w takiej sytuacji, że nie ma się do kogo przytulić, będzie miał z tego powodu większe problemy, żeby poradzić sobie ze stresem, a może będzie bardziej chorowity lub nie będzie wiedział co to poczucie humoru? Na szczęście nie jest aż tak źle. Po pierwsze tytułowe przytulanie ma duży wpływ na funkcjonowanie człowieka, ale nie determinuje go. Każdy człowiek posiada pewne wrodzone predyspozycje, nabyte umiejętności, doświadczenia i to one mają dużo większy wpływ na jego funkcjonowanie. Oczywiście, jeśli można  mieć jeszcze więcej korzyści, dzięki przytulaniu to szkoda byłoby z tej możliwości nie skorzystać. Po drugie: nic nie jest w stanie zastąpić drugiego człowieka, ale jeśli nie mamy go w pobliżu to pamiętajmy, że wyjątkowymi przyjaciółmi są również zwierzęta. Do nich również można się przytulić, i to często z wzajemnością. One również dają nam poczucie bliskości, bycia ważnym i potrzebnym.

Pewnie każdemu z nas przytulanie kojarzy się z nieco innym dotykiem. Jedni z nas lubią się przytulać, inni wprost przeciwnie, drażni ich gdy są dotykani. Często jest jednak tak, że trudny do przyjęcia jest dla nich delikatny, muskający dotyk, a dużo łatwiej przyjmą tzw. przytulenie się „na niedźwiedzia”. Dlaczego? Ponieważ taki mocny, silny dotyk pobudza nie zmysł dotyku ale tzw. propriocepcji, czyli czucia głębokiego. Słówko brzmiące dość tajemniczo, a w praktyce oznaczające precyzyjne odczuwanie położenia poszczególnych części ciała w przestrzeni. Dzięki niej możemy zaplanować jakiś ruch i wykonać go bez kontroli wzroku lub użyć do niego odpowiedniej siły (np. biec po schodach, podnosić kubek z herbatą). Silne bodźce dostarczane naszemu ciału (np. uściski) mają wpływ nie tylko na prawidłowe funkcjonowanie propriocepcji, lecz także uspokajają, wyciszają, relaksują i „usuwają” stres… 

Propriocepcja jest terminem coraz lepiej znanym zwłaszcza w grupie rodziców, których dzieci z różnych powodów uczęszczają na terapię Integracji Sensorycznej. Jeśli ktoś z was widział salę do takich zajęć, to pewnie wie, że znajdują się tam trampoliny, tunele do przechodzenie (często dość ciasne), maglownice, kołdry obciążeniowe itp. Nie każdy dorosły ma możliwość przeczołgać się w maglownicy lub przykryć się ważącą kilka kilogramów kołdrą, ale wierzcie mi na słowo – to bardzo ciekawe doświadczenie. To, co pamiętam najbardziej to właśnie ten uciekający stres i napięcie. 

Jak w takim razie rozumieć powiedzenie, że potrzeba nam 8 przytuleń dziennie do życia? Wydaje mi się, że każdy z nas musi znaleźć swój własny sposób na pozbycie się nadmiaru trosk, bo życie to nie tylko oddychanie, ale przede wszystkim umiejętność cieszenia się tym, co nas otacza, zauważanie piękna otaczającego świata i cieszenie się nawet najmniejszymi rzeczami. Właśnie do takiego przeżywania życia potrzebne jest nam przytulanie. 

Poprzedni artykułFilmik motywacyjny – każdego dnia o krok do przodu
Następny artykułNasze sposoby na dobre relacje w Twoim biurze – sprawdź je na sobie!
Kim jestem i co robię: Jestem osobą, która lubi pracę z ludźmi. Pracuję w szkole na stanowisku psychologa oraz w przedszkolu jako terapeuta integracji sensorycznej. Dlaczego tu jestem? Jestem tu, ponieważ jest to dla mnie wyzwanie – chcę się z nim zmierzyć. Mam nadzieję, że dzięki temu portalowi będę potrafiła patrzeć na świat z wielu różnych perspektyw. Będę starała się zwrócić uwagę na problemy ważne dla młodzieży, pomagać w znajdowaniu sposobów, miejsc czy osób, dzięki którym życie nastolatka będzie choćby odrobinę łatwiejsze. Z czego jestem dumna w moim życiu: Jestem dumna z tego, że jestem kim jestem, że mam od lat tych samych wspaniałych przyjaciół wokół siebie, na których zawsze mogę liczyć. Moje słabości: Moją największą słabością jest niezdecydowanie, trudności z podejmowaniem decyzji, a poza tym kawa. Mój sprawdzony sposób na zły nastrój: Mój sprawdzony sposób na poprawę humoru to długie rozmowy z przyjaciółmi, niezależnie od pory dnia czy nocy. Największa zmiana w moim życiu: Chyba nie wydarzyło się nic takiego w moim życiu, co mogłabym nazwać największą zmianą. Na pewno ważną zmianą było znalezienie pierwszej pracy – zmiana trybu życia, nowe wyzwania, obowiązki i doświadczenia. Miejscowość: Warszawa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here